Na sercu zrobiło się lżej, kiedy nawiązaliśmy kontakt z polską policją. Za grube
pieniądze [płacone] tygodniowo nas nie wydawali, a nawet stali się naszymi strażnikami.
Komisarz policji stał się niemal domownikiem: jadł i pił w domu rzezaka i brał
swoją tygodniówkę. Nosił rzezakowi specjalny nóż na miejsce uboju, a później odnosił go, jak również kawałek mięsa, który rzezak dostawał – z powrotem do domu.
Doszło do tego, że policja prosiła nas, żeby ubój rytualny był jak największy, aa[… ]aa.
Z czasem [nawiązaliśmy] [38] stosunki z żandarmerią niemiecką. Jak tylko [żandarmi] zobaczyli pierwsze pieniądze od Żydów, stali się jeszcze lepsi od polskiej policji. Naturalnie, ich ochrona była jeszcze lepsza...
Zdarzyło się, że o 2 w nocy, kiedy żandarm odprowadzał rzezaka do domu po
wykonaniu uboju, natknęli się na wachmana. Żandarm wyjaśnił mu, że pojmał tego
Jude. Naturalnie rzezak został przez żandarma odprowadzony prosto do domu.
Przyczyniło się to do powstania niesnasek między polską policją a żandarmami.
W końcu jedni i drudzy otrzymywali pensję od Żydów. Co tydzień komisarz policji
razem z żandarmem przychodzili do rzezaka, żeby odebrać swoją wypłatę.
Trwało to do wygnania z Pruszkowa363. Niespodziewanie zostaliśmy zapędzeni do Warszawy.
Pruszkowscy rzeźnicy postanowili kontynuować ubój rytualny. Jako że aa[…]aa do
Warszawy [39] zacząć ubijać w pobliskiej wsi Malichy364 pod Warszawą. Z grupą robotników przeszedłem przez wachę, a stamtąd razem z rzezakami poszedłem na wieś. Urządziliśmy się u pewnego chłopa w chacie. Tam jedliśmy i spaliśmy.
Ubijaliśmy w stodole. Co noc przyjeżdżał samochód, który wwoził mięso do
warszawskiego getta. Od czasu do czasu zajeżdżałem tym samym autem do Warszawy, a [nazajutrz] wykradałem się z grupą robotników wysłanych przez gminę na roboty.
Zdarzyło się pewnego razu, że kiedy w nocy wracałem samochodem z mięsem,
a miałem przy sobie specjalny nóż, samochód został zatrzymany przez żandarmów, którzy weszli do środka, aby przeprowadzić rewizję.
Kiedy ich zobaczyliśmy, serca nasze zamarły. Sparaliżowało nas. Zobaczyliśmy,
że jesteśmy zgubieni.
Jeden aa[...]aa zgubieni i zaoferował żandarmom aa[...]aa naszą [40] radość i szczęście, kiedy zobaczyliśmy te 500 zł w rękach żandarmów. Te pieniądze nas uratowały.
Żandarmi zaproponowali nam stałą ochronę za sumę 200 zł od cjazdyc. Chętnie
przyjęliśmy ich propozycję i już stale jeździliśmy pod ich eskortą.
Ubój rytualny we wsi Malichy został wstrzymany. Wyliczyliśmy też, że [wwóz]
żywych zwierząt i ubijanie ich na miejscu [wyjdzie] taniej. Doszliśmy do porozumienia z polską policją, która przejęła straż przy murze, gdzie odbywa się nielegalny ubój, i ona strzeże nas do zakończenia uboju.
W ten sposób [ubój] odbywa się do dzisiejszego dnia”.
363 Żydzi zostali wygnani z Pruszkowa 30 stycznia 1941 r. Zob. Generalne Gubernatorstwo. Relacje i dokumenty, dok. 183.
364 Malichy (pow. Warszawa).