nic sobie z tego nie robiąc, nadal [27] krążyły przez dłuższy czas. Ludzie poczuli się gorzej. Niektórzy tracili przytomność, kobiety spazmowały, dzieci strasznie płakały. Tylko nieliczni jakoś się trzymali. Nie mogliśmy sobie darować, że w nocy nie opuściliśmy miasta. Kiedy samoloty już przeleciały nad naszym domem, jakby kamień spadał z serca, a gdy słyszeliśmy, że znów nadlatują, byliśmy jednym kłębkiem nerwów. I w końcu, po długim, bardzo długim krążeniu nad miastem – chyba po to, żeby wyprowadzić z równowagi tych kilku polskich żołnierzy, którzy strzelali z broni maszynowej – rozbrzmiał pierwszy wybuch: przeszywający powietrze świst, silny wstrząs i uderzenie spadającej bomby, za którą poleciała druga, trzecia i tak bez końca. W piwnicy powstała wielka panika. Ludzie myśleli, że giną, że zostaną żywcem pogrzebani pod gruzami. Ledwo udało się ich uspokoić. Trwało to do wieczora. Około 4 wieczorem do naszej piwnicy przybiegł sędzia Borensztajn44 z żoną. Opowiadali, że na ich dom przy Narutowicza spadła bomba. Jego matka zginęła i leży przysypana pod gruzami. On z żoną cudem się uratowali. Mówili też, że całe miasto stoi w płomieniach. Cała ulica Słowackiego jest zupełnie zniszczona.
[28] Około 5 bombardowanie jeszcze się nasiliło. W piwnicy strach przed śmiercią
był okropny, aż tu nagle rozległ się dziwny trzask i zrobiło się ciemno. Zrozumieliśmy, że bomba trafi ła w elektrownię. Ludzie podeszli do kranu z wodą. Okazało się, że wody również nie było. Grad kul nie ustawał. By uspokoić ludzi, a zwłaszcza dzieci, chcieliśmy zapalić świeczkę, lecz z powodu ciasnoty i duchoty płomień nie chciał się rozniecić. Tak więc po ciemku przeczekaliśmy jeszcze ze dwie godziny, aż na zewnątrz zrobiło się całkiem ciemno. Dopiero wtedy bombardowanie ustało. Wyszliśmy na zewnątrz. Było jasno jak za dnia. Cały Piotrków stał w ogniu. Wszystko wokół płonęło. Bojąc się przebywać na podwórzu, ludzie poszli do drugiej piwnicy. Zaczęli się naradzać: uciekać czy zostać? Jedni byli za tym, żeby zostać, a inni chcieli uciekać. Tymczasem wielu ludzi opuściło podwórze i sobie poszło. Teść prosił, żeby jego łóżko wstawić do kantorka p. Warszawskiego, by mógł wypocząć po 2 nieprzespanych nocach, a rano zejdzie do piwnicy. Zaproponował, żebyśmy wszyscy postąpili tak samo, [29] bo praktyka
pokazuje – mówił – że w nocy nie bombardują. Tymczasem dowiedzieliśmy się, że
Szymon Warszawski wynajął wóz, na którym on wraz z synem oraz sędzia Borensztajn z żoną wyjeżdżają do Sulejowa. Zaproponowano, żeby nasza rodzina pojechała z nimi, lecz teść nie chciał nawet o tym słyszeć. Nakłaniano go prośbą i groźbą, a wóz czekał. Wokół wozu zebrały się setki ludzi. Sytuacja robiła się nagląca, lecz teść jechać nie chciał. W tym czasie ktoś wszedł do piwnicy z wiadomością, że wie na pewno, iż nazajutrz na Piotrków puszczą gaz. Powstała okropna panika. Teść zaczął się wahać i w końcu zgodził się na wyjazd do Sulejowa. Przed wyjazdem posłał mnie po dwie rozprawy naukowe na temat księgi Jore Dea45, które kazał zabrać w podróż. Prócz wyżej wspomnianych na wóz wsiedli teść, teściowa i moja żona z dzieckiem, Chawa Urbach46, przyjaciółka żony, i ja. Wszystkie ulice prowadzące do szosy sulejowskiej
44 Prawdopodobnie Juda Bornsztejn, sędzia sądu grodzkiego w Piotrkowie, zob. Kalendarz Informator Sądowy na rok 1939, Warszawa [1938], s. 230.
45 Jore Dea (hebr., dosł. Nauczyciel mądrości), druga część kodeksów prawa żydowskiego Arba turim (hebr., Cztery filary) Jakuba ben Aszera i Szulchan Aruch (hebr., Nakryty stół) Józefa Karo.
46 Brak bliższych informacji o tej osobie.