RRRR-MM-DD
Usuń formularz

Pisma Pereca Opoczyńskiego

strona 115 z 530

Osobypokaż wszystkie

Miejscapokaż wszystkie

Pojęciapokaż wszystkie

Przypisypokaż wszystkie

Szukaj
Słownik
Szukaj w tym dokumencie

Transkrypt, strona 115


Pisma przedwojenne [6] 77

b)

[1] I שזדאל ןײק טיצ רענשטנאפ ליקסאכ [Chaskiel Pączner przeprowadza się do Łodzi, cz. I]

Po Sukot Chaskiel Pączner przybył z Pączna129do Łodzi i zajechał wyładowanąmeblami furą na wąskie podwórze Ajznera, właściciela domu przy frontowej ulicy. Kiedy zszedł z wozu, długo rozglądał się dookoła, w zadziwieniu poszczypując przy tym włosy na brodzie. W końcu kazał woźnicy podjechać pod drzwi izby mieszczącej się obok ustępu. W drugiej części podwórza chasydzki bogacz Ajzner pobudował w czasie hossy lokale z przeznaczeniem na sklepy i czteropokojowe mieszkania. Żeby je postawić, kazał on wyciąć stare jabłonie rosnące pośrodku podwórza, tak że zabrakło wolnego miejsca na zrobienie wychodka niezbędnego dla setek lokatorów. Ulokowano go więc między dwoma sklepami na końcu podwórza. Teraz, w czasach kryzysu, za jeden z tych opustoszałych sklepów Chaskiel zapłacił białobrodemu właścicielowi odstępne w wysokości dwustu dolarów, to znaczy tyle były warte chaskielowe złotówki przeliczone na solidną, zagraniczną walutę. W tym celu spieniężył żonine ozdobne nakrycie głowy i naszyjnik. W Pącznie miał Chaskiel swoje mieszkanie w rynku, odziedziczone po teściu, miejscowym chasydzkim bogaczu, i sklep z pasmanterią. Przyszedł jednak Grabski130i Chaskiel został z pustymi półkami. Przez tygodnie i miesiące kręcił się po rynku, zachodził do sztybla i gadał z kupcami o tym, że tam, w wielkim fabrycznym mieście, w Łodzi, żyje się lepiej. Handluje się przędzą, towarami, ścinkami, a jak Bóg pomoże, to i własnej fabryczki człowiek się dorobi i będzie miał Grabskiego za nic. Ale trzeba najpierw mieć na wydatki.

– Gdybym ja, Chaskielu, miał twoje „zasoby” – mówił mu wysoki Wolf – sprzedałbym tu wszystko i przeniósłbym się do Łodzi.

Tymczasem Chaskiel wytrzeszczał swoje naiwne oczy, szczypał jasną brodę, myślał. Już prawie rezygnował z tego pomysłu, ale odezwała się w nim kupiecka fantazja i poszedł omówić sprawę przenosin do Łodzi ze swą żoną, „Szlachetną” – wątłą córką miejscowego bogacza.

Żona pomyślała sobie, że skoro taki kmiotek jak Jokil131, pączyński handlarz jajami i wiejski domokrążca, mógł się przenieść do Łodzi, to i ona może. Nie odrzekła więc ani tak, ani nie, powiedziała jedynie: „Przecież mężczyzna musi zadbać o zarobek, o żonę i dzieci. Skoro tu mu nie idzie, trzeba szukać pracy gdzie indziej”. I tyle. Chaskiel zrobił, co mu żona kazała.

Sprzedali kosztowności i się przenieśli. Jednakże kiedy Chaskiel przespał pierwszą noc w nowym łódzkim mieszkaniu i rankiem poszedł z tałesem i tefilinem do sztybla, który stał na tym samym podwórku, zrobiło mu się jakoś nieswojo. Tu, w łódzkim boga-