RRRR-MM-DD
Usuń formularz

Pisma Pereca Opoczyńskiego

strona 140 z 530

Osobypokaż wszystkie

Miejscapokaż wszystkie

Pojęciapokaż wszystkie

Przypisypokaż wszystkie

Szukaj
Słownik
Szukaj w tym dokumencie

Transkrypt, strona 140


102 Pisma przedwojenne [7]

[4] Jej matka musiała sprzedać księgi. Ta prosta chasydzka kobieta nie potrafiła ocenić ich wartości i nie pojmowała, że mogłyby mieć wielkie znaczenie dla jej dzieci. W izbie znów pojawili się chasydzi, tym razem po księgi. Jeden z kupców, bogaty młynarz, zaoferował dwieście rubli i książki stały się jego własnością. Kiedy wynieśli je z domu, Chana przypomniała sobie, że tak samo było z tatą, który już nigdy nie wrócił. Stała w kąciku i płakała, nie wiedząc, dlaczego mama to zrobiła. Kiedy brat Chany wrócił z chederu, zaraz mu o tym powiedziała. Zapłakał, pytając, dlaczego matka nie zostawiła dla niego wielkiej Gemary, [5] którą tak lubił kartkować, bo widniało w niej krągłe pismo ojca. Dopiero teraz Chana pojęła cały tragizm jej życia. Ściął ją smutek. Ze straszliwym żalem popatrzyła na puste szafy, które zdawały się wstydzić swego ogołocenia. Historia rodziny Chany to łańcuch nieszczęść, który wiąże pokolenia, a Chana jest jednym z ogniw tego łańcucha. Zły los rozpiął nad nią czarne skrzydła i prowadzi ciemną ciernistą drogąd190.

[6] eJerwonice191 – tak nazywała się wioska, w której od dawna mieszkał dziadek ze swą żoną. Dziadek był leśnym pisarzem i ponieważ oddychał leśnym powietrzem, był zdrowy i silny jak sam las. Wysoki i prosty jak dąb. Miał siwą patriarszą brodę, która zawsze była czysta i uczesana. Był też hojny. Prawdziwy leśny arystokrata… Kiedy mówił coś w jednej części lasu, chłopi słyszeli go po drugiej stronie i zaczynali ścinać drzewa z takim zapałem, aż huczało. Razu pewnego napadli go w nocy zbójcy, by zabrać mu pieniądze i zabić. Jął ich wtedy prosić: „Jestem tylko strażnikiem w lesie, sługą dziedzica, darujcie mi życie, nie zabijajcie mnie”. Napastnicy nie chcieli go słuchać, więc rzucił się na nich i siłował niczym z aniołami192. Odebrał im topór, skrępował i powiózł furą do miasta… Przez lata opowiadali sobie ludzie o bohaterskim chasydzkim pisarzu leśnym. Dostał posadę w mieście, ale [wciąż] ciągnęło go do lasu. Zapuszczał się tam, by wsłuchiwać się w rytmiczny dźwięk rąbanych przez chłopów drzew193. [7] Co roku przyjeżdżał do miasta na Chanukę. Ubrany w obszerne futro z wielkim kołnierzem przynosił ze sobą zapach kniei. Zwoływał dzieci i obdarowywał je chanuke-geld. Wyciągał z kieszeni garść srebrnych monet i rzucał je na ziemię. Dzieci je zbierały i grały potem w drejdle. Chana nie sięgała po pieniądze, stała w kąciku, bo nie była dość żwawa, by je łapać. Kiedy pojawiał się dziadek, w domu zapadała odświętna cisza. Dziadek budził respekt swą majestatyczną postacią.

Babcia z kolei była pobożna i pełna dobroci. Miała w sobie cichość i serdeczność kobiety, która wiele przecierpiała, rodząc i żegnając kolejne dzieci. Na głowie nosiła czepek z kolorowych wstążek i kwiatów. Jej delikatna twarz wyrażała cierpienie, a serce pełne było współczucia. W ręku zawsze miała modlitewnik i modliła się cicho za swe dzieci i wszystkich ludzi w ogóle. [8] Prosiła o powodzenie dla nich, o to, by wszystkim starczało jedzenia. Miała szafę pełną pobożnych ksiąg dla kobiet, które odziedziczyła potem moja religijna siostra. Wstawała wcześnie wraz z porykiwaniem krów, rżeniem