RRRR-MM-DD
Usuń formularz

Pisma Pereca Opoczyńskiego

strona 141 z 530

Osobypokaż wszystkie

Miejscapokaż wszystkie

Pojęciapokaż wszystkie

Przypisypokaż wszystkie

Szukaj
Słownik
Szukaj w tym dokumencie

Transkrypt, strona 141


Pisma przedwojenne [7] 103

konia, pianiem koguta i ostatnim trelem słowika. Drobnym krokiem budziła wszystkich na śniadanie. Gotowała też dla biednych i potrzebujących. Kiedy w zimowe poranki wśród śniegu sunęły w świat pobrzękujące dzwoneczkami sanie, każdy wędrowiec mógł się ogrzać w jej domu. Wychodziła mu naprzeciw, witając łagodnym serdecznym wzrokiem, a na jej twarzy gościło szczęście: „proszę usiąść, zzuć buty” – mówiła. Zaraz też podawała miskę barszczu z kartoflami, poczem zagłębiała się w czytaniu swego modlitewnika. Tak było w każdy powszedni dzień, ale w szabat prosiła Boga, by zechciał jej zesłać takich gości, [9] jakich przyjął ojciec Abraham194. W ten święty dzień przybywali do niej nie zwykli wiejscy domokrążcy, ale biedni wędrowcy, którzy przemierzali miasteczka i wsie. Jeśli nie pojawiali się już w piątek rano, babcia była niespokojna. Po południu wychodziła na drogę i czekała tam jak Abraham. Rzadko się zdarzało, żeby nikt do niej nie przyszedł. Wędrowcy wiedzieli już, że na nich czeka. Kiedy pojawiali się wreszcie przed zachodem słońca, cieszyła się bardzo i dziękowała Najwyższemu.

Na święta dziadkowie zjeżdżali do miasta z dwiema skrzyniami jedzenia dla biednych. Kiedy Chana ich spotykała, od razu wiadomo było, że jest święto. Z radością i pośpiechem nosiła potem potrzebującym paczki i pieniądze zawinięte w chusteczkę. Mówiła, że kiedy będzie duża, też tak będzie robić. [10] Cieszyła się, że pojedzie z dziadkami do lasu, w którym będzie tańczyła boso. Lubiła opowiadać wiejskim dzieciom, jak to w mieście codziennie je się białe bułki. Czesała im włosy, wplatała w nie czerwone i niebieskie wstążki. Biegała z nimi wśród zbóż, zrywała bławatki i wiła wianki, którymi stroiła wiejskie głowy. Od najmłodszych lat plotła je też z chabrów. Kiedy zakładała sobie taki wianek, zaraz przeglądała się w lustrze, zastanawiając się, który kolor jest ładniejszy – naiwny błękit jej oczu czy też bławatki z pola. Z całego serca kochała wieś, jej uroki, idyllę tamtejszego życia.

[11] Jak tylko nadchodził dzień targowy, Chana wypatrywała chłopa z furą, którego babcia posyłała do miasta po sprawunki. Nikt w domu o tym nie wiedział. Często nieuczesana, bosa chowała się na furze i czekała jak pies na kość. Kiedy goj wszystko już kupił, mówił: „idź do domu, bo mama się o ciebie martwi”, ale Chana nie chciała o tym słyszeć, bo tak ją ciągnęło na wieś. Kiedy przyjeżdżała z gojem, wpadała do domu babci szczęśliwa. Ta czesała ją zaraz w warkocz, bo nie miała siły codziennie układać dziewczynie długich włosów. Babcia obstalowała też dla niej parę drewniaków, które się jej tak bardzo podobały, były wszak z drewna, czyli z lasu. A las kochała.

[Już] rano biegła za dziadkiem. [12] Chłopi lubili Chanę. Mówili, że z niebieskimi oczami i różowymi policzkami wygląda jak jedna z nich. Zbierała jagody. Nie mogła znieść tylko jednej rzeczy – ścinania drzew! Chciała, by wszystkie rosły, sięgając nieba. Kiedy zimą ścinano drzewa, po lesie niosło się echo topora. Wtedy Chana popatrywała smutnymi oczami, bo wydawało się jej, że słyszy ostatnie westchnienia upadających pni, które zdawały się jej podobne do umarłych. Wiele razy zastanawiała się, dlaczego się je ścina, dlaczego nie pozwala się im rosnąć. Z lasu wracała smutna, bo przypominał jej o śmierci. [Na szczęście] po drugiej stronie domu rósł młody lasek brzozowy. Biegała tam bawić się z dziećmi. Była w nim tak szczęśliwa, jak ptaszki zamieszkujące