RRRR-MM-DD
Usuń formularz

Pisma Pereca Opoczyńskiego

strona 163 z 530

Osobypokaż wszystkie

Miejscapokaż wszystkie

Pojęciapokaż wszystkie

Przypisypokaż wszystkie

Szukaj
Słownik
Szukaj w tym dokumencie

Transkrypt, strona 163


Pisma przedwojenne [9] 125

Nasz pachciarz był jednak naprawdę zacny i prawy. Żył we wsi ze dwadzieścia lat, a cały jego majątek stanowiło te trochę rupieci w domu i jedynaczka, która wyglądem i gustem mogłaby zawstydzić córkę najmożniejszego z żydowskich bogaczy. Miała ona twarz księżniczki, a chód tak lekki, jakby sunęła po śniegu. W domu nie słyszało się jej głosu i zawsze kroczyła drogą uczciwości. Była to prawdziwie cnotliwa dziewczyna, czego życzyłbym wszystkim córom Izraela!

Pachciarz wychodzi i wraca do swojej izdebki, doi krowy, myje dzbany na mleko i oczu nie może oderwać od ukochanego dziecka. Od rana do wieczora wciąż pyta:

– Dinele, może coś zjesz? Dinele, może kawałek świeżego sera, a może łyk serwatki? Och, Dinele, Dinele, pościsz jak żałobnica po całych dniach!

Córka była dla niego całym życiem. Nieba jej chciał przychylić, lecz Dinele nie wbijała w dumę przesadna miłość ojca. Krzątała się wciąż po domu, zmywała naczynia aż lśniły, piekła najróżniejsze przysmaki, a wszystko to cicho, spokojnie, zawsze z uśmiechem na ustach, słowem, istna gołąbka! Nic dziwnego, że znalazł się chętny, by pojąć ją za żonę bez posagu. Trafił się chłopak mądry, wykształcony, z dobrej rodziny, który poznał się na jej urodzie i gotów był ją poślubić jak stała, bo przecież nasz pachciarz nie mógł jej kupić nawet tych paru pierzyn i poduszek. Ojcowskiej radości nie sposób wyrazić słowami. Nie mógł się doczekać chwili, kiedy wprowadzi córkę pod ślubny baldachim. Nikt mu wówczas nie dorówna!

Wreszcie, z bożą pomocą, nadszedł czas wesela. Pachciarz nie miał nic z rzeczy niezbędnych do uroczystości, lecz nasi żydowscy bracia usunęli wszelkie przeszkody. Wszak pomoc w doprowadzeniu oblubienicy pod chupę jest jednym z najważniejszych nakazów wiary! Przygotowali więc wesele jak się należy, żeby ubogi ojciec nie musiał się wstydzić przed ludźmi. Tymczasem w sobotni ranek, gdy szames miał w bejt ha-midraszu zapowiedzieć zbliżający się ślub, zdarzyło się nieszczęście: cesarstwo wydało nakaz zapłaty dwustu reńskich.

Pachciarz omal nie popadł w obłęd z wielkiej zgryzoty. Wszystko już było gotowe do wesela, wypieki czekały w skrzyni, naszykowano mięso, ryby i wina, a tu nagle ten straszny domiar! Choćby poruszył niebo i ziemię, czyż zdoła zebrać taki majątek?

Nasz Żyd odchodził od zmysłów, czego wam nie życzę. Ludzie zaczęli mówić:

– Czemu milczysz, poczciwy głupcze, długo zamierzasz tak siedzieć z założonymi rękami, zamiast ująć się za rodziną? Skąd w tym człowieku taka zdziczała dusza, że pozwala sobie odebrać radość z wydania za mąż jedynaczki i nie piśnie słówkiem?

Stoi pachciarz, przybity nieszczęściem i serce się w nim burzy: co ma im odpowiedzieć? Cierpi tak dotkliwie, aż zdaje mu się, że wkrótce nadejdzie jego kres, a oni utyskują, że zwleka z szukaniem ratunku!

Mężczyzna postanawia udać się jak najszybciej do rebego reb Elimelecha do Leżajska. Kiedy zdziera nogi i poci się na gościńcu, rodzi się w nim bunt: skończyła się sprawiedliwość na świecie!

– Ojcze Niebieski! – skarży się i błaga jednocześnie. – Jak możesz, obym nie zgrzeszył złym słowem, patrzeć na to spokojnie ze świętego nieba? Ach, co za krzywda!

Gniew kipi w sercu pachciarza i zaczyna tak wygadywać Wszechobecnemu, że strach powtarzać. O mały włos byłby znieważył Pana i uchowaj Bóg, posunął się do bluźnierstwa. Dziwne, skąd u naszego poczciwca równie zuchwałe słowa. Z pewnością