RRRR-MM-DD
Usuń formularz

Pisma Pereca Opoczyńskiego

strona 200 z 530

Osobypokaż wszystkie

Miejscapokaż wszystkie

Pojęciapokaż wszystkie

Przypisypokaż wszystkie

Szukaj
Słownik
Szukaj w tym dokumencie

Transkrypt, strona 200


162 Pisma przedwojenne [9]

– Czy tu mieszka Anszel? – pyta po polsku.

– Ano, tu.

– Ty nim jesteś?

– Ja.

– Skoro tak, [to] weź, to dla ciebie – goj podaje mu zwój i znika.

Anszel próbuje odgadnąć, co tam jest napisane, obraca zwój na wszystkie strony, wgapia się w niego jak kogut w modlitewnik podczas obrzędu kaparot i nic. Nie rozumie ani literki. Daje więc za wygraną i z niecierpliwością wygląda jutra, kiedy planuje pojechać do miasta.

Nazajutrz tuż po sprzedaniu odrobiny mleka, którą przywiózł, wpada do izby melameda, reb Chaima:

– Reb Chaimie, patrz co mi przyniósł jakiś goj. Przeczytaj mi to!

Reb Chaim wkłada okulary na nos i zaczyna czytać. Nagle podrywa się zdumiony i wylękniony:

– Wielki Boże! Ten zwój spisano pismem asyryjskim363 na cienkim pergaminie. Zawiera wiadomość z nieba dla Anszela mleczarza, by zajrzał pod belkę stropową w domu swego ojca w zaułku przy bóżnicy w Lutomiersku364, a znajdzie posag dla córki.

Usłyszawszy te słowa, Anszel z wielkiej radości gwizdnął tak głośno, że omal nie ogłuszył biednego melameda.

– A nie mówiłem? Moja żona sądzi, że potrafi przewidywać przyszłość. Wyczytała w swoich gwiazdach, że jej mąż dał się zwieść, gdy tymczasem… Ach! – Klepnął z całej siły melameda Chaima w chude plecy, aż ten poderwał się z miejsca jak ukąszony przez żmiję. – Rebe wie to, o czym my nie mamy pojęcia!

I pobiegł w stronę bóżnicy.

– Nie zapomnij mnie wynagrodzić za fatygę! – krzyknął za nim melamed Chaim, lecz Anszel już go nie słyszał. Sadził wielkimi krokami w stronę domu ojca. Wszedł na strych, [3] przeszukał wszystkie kąty i oto jest! Pod belką ukryty był garniec pełen złotych denarów. Zaczyna liczyć: jeden, dwa, sto, dwieście, trzysta. Wielki skarb! Schodzi ze strychu z garncem pod pachą i pędzi do domu chyżo jak strzała.

Po drodze myśli:

– Ech bracie, coś tu jest nie tak. Na pewno ktoś przywłaszczył sobie moje pieniądze, ukradł połowę. Czy ci tam na górze w niebie są tacy dokładni, dają tyle, ile się należy? Nie mylą się ani o włos? Tylko jeden garniec, nic więcej? Pewnie czekał tu na mnie pękaty wór. Wszystko to ładnie, pięknie, tylko jak poznać prawdę?

Anszel ruszył na poszukiwanie goja.

Szedł i szedł, aż zaszedł na przedmieście i zobaczył, że przygląda mu się niski człowieczek wsparty na lasce, noszący czapkę na bakier jak opryszek. Podszedł do niego i pyta:

– Słuchaj no starcze, wyznaj mi prawdę, czy ukradłeś połowę denarów?