RRRR-MM-DD
Usuń formularz

Pisma Pereca Opoczyńskiego

strona 235 z 530

Osobypokaż wszystkie

Miejscapokaż wszystkie

Pojęciapokaż wszystkie

Przypisypokaż wszystkie

Szukaj
Słownik
Szukaj w tym dokumencie

Transkrypt, strona 235


Pisma przedwojenne [9] 197

Toteż nie znajduje spokoju. Chce uciec jak najdalej od opasłych ksiąg i czarnej sutanny, przekraść się ze swojej komnaty do obory, gdzie krzątają się dziewki służebne.

Roztrząsa od nowa: „A jeśli się mylę? Jeśli jestem biednym włóczęgą, nikim więcej? Mam na sobie sutannę i ludzie nazywają mnie księdzem tylko we śnie, a tak naprawdę zawsze byłem i jestem nędznym żebrakiem. Zapewne tak jest, bo w księdzu nie gotuje się krew, kiedy pod jego oknem przechodzi młoda służąca. Ksiądz zmówiłby jakąś modlitwę, a ja co? Mnie ciągnie tylko do wódki i innych bezeceństw. Oj, przyjacielu, to był tylko sen! Zachciewa ci się być księdzem? Co też ci chodzi po głowie, próżniaku jeden?”.

Nie jest jednak skory, by odrzucić przyjemności i dobrodziejstwa, którymi obdarza go pan. Karmią go tu frykasami i poją, szanują i cenią. Przecież nie przywykł do tego od młodości! I jako że wikt odpowiadał jego podniebieniu, wymyślił sprytnie, jak się ostatecznie przekonać, czy jest księdzem, czy też nie. „Mam tu szafę pełną książek – powiedział sobie w duchu. – Spróbuję! Jeśli będę je umiał przeczytać i zrozumiem, co w nich napisano, będzie to znak, że zawsze byłem i jestem księdzem, a skoro tak, marny mój los, będę musiał okiełznać żądze i pozostać księdzem do końca mych dni”.

[3] Z biciem serca sięga po księgę, wertuje ją i rozumie z niej tyle, co kogut z modlitwy zmawianej przed jego zarżnięciem z okazji Jom Kipur. W ogóle nie zna liter, więc skąd miałby wiedzieć, o czym jest tam mowa? Ani jego ojciec, ani ojciec ojca, ani przodkowie nie byli księżmi. Ogarnia go żal i gniew, i strofuje sam siebie w duchu: „Powiadasz, że skoro nie potrafię czytać tych ksiąg, nie jestem księdzem? Oj, przyjacielu, przecież dobrze widzę, że jesteś uczciwy i prawy! Powiedz no mi z łaski swojej, ilu księży wie i rozumie, co jest napisane w ich księgach? Wszyscy oni wiedzą tyle, że Boże zmiłuj się. W każdym razie nie jestem od nich gorszy”.

I doszedłszy do wniosku, że jest księdzem, zaczął pogwizdywać wesoło. Żołądek ma pełny, bo objadł się i opił wódki, więc tańczy i śpiewa na cały głos:

Uciecho, swawolo, prowadź, ucieszę się w mojej udręce441, odkąd przyszedłem na świat, ksiądz jest ze mnie jak gad, wąż szczwany nieobrzezany…

A władca stoi za drzwiami i twarz mu się wykrzywia w gorzkim śmiechu: tacy są ci głupcy. Zdaje im się, że mają dość rozumu, by móc czynić zło. Jałowość i marność postępków ludzkich wzbudza głuchą nienawiść w jego sercu. Otwiera powoli drzwi i staje przed żebrakiem:

– Powiedz no mi, żarłoku, ochlapusie jeden, co robisz w moim domu i skąd się tu wziąłeś?

Łachmyta mamrocze:

– O cóż ci, panie, chodzi? Co tu robię? Jestem duchownym, zgłębiam święte księgi!

– Ty duchownym? Kto ci to powiedział?