RRRR-MM-DD
Usuń formularz

Pisma Pereca Opoczyńskiego

strona 252 z 530

Osobypokaż wszystkie

Miejscapokaż wszystkie

Pojęciapokaż wszystkie

Przypisypokaż wszystkie

Szukaj
Słownik
Szukaj w tym dokumencie

Transkrypt, strona 252


214 Pisma przedwojenne [9]

Uczeń wzdrygnął się i zaczął płakać:

– Co we mnie dostrzegłeś, rebe, że strofujesz mnie tak surowo? Reb Samson rzekł:

– Powiadali wszak nasi mędrcy: „Uczony w Torze, na odzieży którego znaleziono tłustą plamę, musi umrzeć”487. Gdy uczony nie dba [2] o odzienie, jest to znak, że zanieczyszeniu uległ płaszcz jego duszy, a zatem musi umrzeć. Jego duszy pisana jest śmierć.

Uczeń wziął do serca słowa reb Samsona, zaczął postępować właściwie i liczba lat, które były mu pisane, wzrosła. Podczas tych radosnych lat spełniał przykazania Tory z zapałem i przyjemnością płynącą z głębi serca, zrodzoną z jego pragnień i tęsknoty za prawdą wewnętrzną.

Gość skończył swą opowieść i umilkł.

Reb Nachum poczuł żal i skruchę. Pomyślał w duchu: „Ech, Nachum, a z jaką intencją ty pielgrzymujesz do cadyka? Robisz dużo szumu, pysznisz się i przechwalasz, mydlisz ludziom oczy… Czy chcesz się opamiętać, doświadczyć odnowy wewnętrznej, czy przez swoje uczynki upiększyć jedynie to, co zewnętrzne? Przyznaj, że chodzi ci o zewnętrzność, o sprawy drugorzędne, o względy zamożnych ludzi, o zwykłe, błyszczące złoto bez żadnych upiększeń. Jesteś, Nachum, perłą w śmietniku, żałosnym narzędziem Szatana, jesteś jak glina w rękach instynktu zła. Gdzie twoja siła? Napisane jest: «Jeżeli dopadł cię instynkt zła, zawlecz go do bejt ha-midraszu»488. Z tobą rzecz się ma odwrotnie, to on cię wlecze. Tylko dokąd? Dokąd?”.

Reb Nachum wzdrygnął się. Zamknął oczy i ujrzał straszliwe wizje. Anioły ciemności biczują go, popędzają kijami i powrozami, jego ciało pali ogień piekielny. Ach! Reb Nachum zerwał się na równe nogi. Rozpacz i cierpienie dały mu siłę lwa. Wykrzyknął z pokorą i wielkim poruszeniem:

– Szma Israel489!

Kiedy otworzył oczy, przy stole nie było nikogo. Po zacnym biedaku w izbie pozostał już tylko rozwiewający się cień. Rozejrzał się, wokół pusto. Jego przewodnik znikł. Reb Nachum padł na twarz przed bladym cieniem i błagał wśród morza łez:

– Mój nauczycielu i mistrzu, nie ruszę się stąd, nim nie nauczysz mnie, jak kierować się prawdą w życiu. Eliaszu Tiszbito, ratuj!

Palące łzy spłynęły mu na policzki, kolana się pod nim ugięły i drżąc na całym ciele, wołał w trwożnym uniesieniu:

– Ratuj mnie!

Wielka boleść i płacz sprawiły, że w sercu reb Nachuma zajaśniało nikłe światełko. Z wolna rozpaliło się w płomień, w którym błyszczał złocisty punkcik. Ze złotej kropeczki w duszę reb Nachuma spłynęła miłość niewinna i czysta, która uniosła go w górę, do świata przyszłego, świata prawdy wewnętrznej.