RRRR-MM-DD
Usuń formularz

Pisma Pereca Opoczyńskiego

strona 254 z 530

Osobypokaż wszystkie

Miejscapokaż wszystkie

Pojęciapokaż wszystkie

Przypisypokaż wszystkie

Szukaj
Słownik
Szukaj w tym dokumencie

Transkrypt, strona 254


216 Pisma przedwojenne [9]

lubią zaglądać do kieliszka; typy z rodzaju tych, co nie potrafią zapytać, dlaczego obchodzimy święto Pesach493– [wszyscy oni] pokonują wszelkie przeszkody, gotowi w ogień skoczyć za swego rebego. U tego rebe przespał noc na przypiecku, u tamtego spożył posiłek w szabat, ów zawdzięcza mu szczęśliwe narodziny syna, jeszcze innemu dziedzic dał arendę dzięki rebemu, ot, drobiazg! Jest przecież ich krewnym, są spowinowaceni!

Rebe reb Ber przygląda się temu, lecz pozostaje ślepy. Patrzy, a nie dostrzega żadnej wskazówki. Wszystkie kanały duchowe są zamknięte na głucho, wokół panuje ziąb i smutek. Gdybyż przynajmniej mógł postudiować Torę! Jest to jednak niemożliwe, bo przecież musi śledzić i szukać Beszta, by go dokładnie przejrzeć, zrozumieć, na czym polega jego wielkość!

Tymczasem nic szczególnego się nie wydarza. Rebe reb Ber jest mocno rozżalony, wreszcie stwierdza, że najzwyczajniej nie poszczęściło się mu. Popełnił wielki błąd, musi wracać z pustymi rękoma. Rzecze więc do swego sługi:

– Nachum, jedziemy do domu. Na nic się zdał nasz trud.

Wyżala się przed woźnicą, a ten przygląda mu się uważnie: od początku był zdania, że ten wyjazd to wielka głupota.

– Po co było mordować konia tak długą drogą? Co rebe sobie myśli? Czy nie ma nic lepszego do roboty?

[2] Rebe reb Ber nie znajduje odpowiedzi dla tego głupca. Co za wstyd. Ośmieszył się w oczach tego prostaka Nachuma. Zwykły woźnica sądzi, że jego podróż była pomyłką. Rebe postanawia wybrać się osobiście do Beszta.

Wchodzi do jego izby, pragnąc usłyszeć rozumne słowa, nowatorską wykładnię Tory, która powiedzie go do bram mądrości. Tymczasem święty Beszt opowiada rebemu Berowi, co mu się niegdyś przydarzyło w podróży. Przez kilka dni jechał przez wielką puszczę. Nie było w niej żadnej gospody, w której można by spędzić noc, ani karczmy, by coś przekąsić. Woźnica, a był nim tym razem goj Aleksiej, omal nie wyzionął ducha z głodu. Zjedli już cały chleb. Co tu począć? Nagle ujrzeli przed sobą starego włóczęgę z workiem pełnym chleba na ramieniu. Beszt kupił od niego cały worek za dobrą cenę i woźnica najadł się do syta.

Cierpliwość rebego reb Bera była na wyczerpaniu. „Widzieliście coś podobnego? To ma być wielki uczony, sławny Beszt o bystrym umyśle, jeden z trzydziestu sześciu sprawiedliwych, na których opiera się świat? Którego chwałę głoszą wszyscy wokół”.

Rebe reb Ber spąsowiał ze wstydu: Beszt nie podjął z nim dysputy choćby nad jednym wersetem z Majmonidesa!

Rebe Ber wyszedł i nakazał woźnicy natychmiast zaprzęgać konia. Dość tego. Nie pozwoli sobie więcej mącić w głowie, już się poznał na wielkim Beszcie. Widzieliście