RRRR-MM-DD
Usuń formularz

Pisma Pereca Opoczyńskiego

strona 267 z 530

Osobypokaż wszystkie

Miejscapokaż wszystkie

Pojęciapokaż wszystkie

Przypisypokaż wszystkie

Szukaj
Słownik
Szukaj w tym dokumencie

Transkrypt, strona 267


Pisma przedwojenne [10] 229

łukiem Tytusa. W tym dziwnym legionie są chromi, jednoręcy, głusi, bezpłodni, na wpół ślepi. Armia wyrobników anioła głodu. Brak mu czarnych skrzydeł, lecz na ich twarzach wypisał swe symbole: wychudłe policzki, oczy wpadnięte głęboko, woskowy odcień skóry. Jeńcy, jeńcy wojenni! Wracają po pracy do baraku, by napić się czarnej wody zwanej kawą, przegryźć resztkami razowca i zasnąć snem szalonym, pełnym zwid i majaków.

III

Docierają na miejsce odpoczynku do ciemnego ponurego baraku. Z kuchni dochodzi wołanie:

– Kolacja! Kolacja!

Okrzyk przetacza się po baraku jak grom. Tłum jeńców ogarnia okropny pośpiech. Wszyscy są źli, pchają się do wejścia, spieszą, by dostać posiłek jako pierwsi. Miotają straszliwe przekleństwa, plują, krzyczą, biegają wokół. Rozlega się brzęk misek. Czekający na końcu kolejki wychylają się na prawo i lewo:

– Czy ktoś już ma swoją porcję? Co dają?

Pierwsza osoba przechodzi miarowym krokiem, skupiona, by broń Boże nie uronić ani kropli. Ktoś z pierwszego szeregu już zdążył zajrzeć do miski i szpetnie złorzeczy:

– Sukinsyny, bandyci, bodajbyście zdechli! [5] Kaszę na wodzie dają! Kaszę! Kaszę! Wieść rozchodzi się w mgnieniu oka, rodząc zgiełk i narzekania:

– Co to będzie? Czy zamierzają nas tu zamorzyć głodem? Żebraczy kraj! I oni prowadzą wojnę z potężną Matuszką Rosiją523? Karły, straszydła, nieudacznicy!

Strażnicy uciszają niezadowolonych, popędzają, by jak najszybciej pobrali swoją rację i wracali do baraku:

– Kto nie zdąży, będzie sam sobie winien, jego porcja przypadnie innym. Ostrzeżenie działa. Wszystkich ogarnia lęk, z nieprzytomnym wzrokiem przeciskają się naprzód i pchają do kotła. Buchająca z niego para drażni podniebienie, aż przełykają ślinę.

Majer bierze garnek, napełnia wodą i grzeje ją nad ogniskiem, które rozpalił na placu przed barakiem. Z kotła nie jada, bo nie je trefnego. Gotuje sobie jakąś potrawę na krupach. Kacapy już do tego przywykli, uśmiechają się z uznaniem:

– Ten Żydek skoczyłby w ogień za swoją wiarę.

Gdy Majer je kolację na swojej pryczy, mijają go inni żydowscy mieszkańcy baraku. Patrzą na niego z zazdrością.

– Silny jest, chociaż konus524!

Tu, na obczyźnie, gdzie zacierają się wszelkie granice, w tym czyśćcu, w obozie jenieckim Majer umie stworzyć sobie własny świat. Wytycza trzy kręgi, jeden zamknięty w drugim, jak to uczynił Beszt w walce z czarownikiem525 i staje pośrodku – kto go przemoże?