Pisma przedwojenne [10] 243
Wczoraj był szabat, a dziś niedziela. Wszyscy świętują, lecz moje serce jest nieporuszone. W szabat tęskniłem do mego Boga i nie znalazłem go. W niedzielę uciekłem od życia i obcych kultów. Boże, Boże, czemum Cię opuścił?545
VI
Miałem serdecznego przyjaciela, z twarzy którego bił wielki blask. Miałem serdecznego przyjaciela, którego dusza była źródłem esencji mojej duszy. Wzrastałem przy nim, a moje życie było pełne treści, bo przyjaźń nadawała mu sens. Pewnego ranka wstałem, a przyjaciela nie było. Oczy miał otwarte jak przedtem, lecz zastygł w nich smutek wszechświata. Czoło wciąż było jasne, czyste i gładkie, ale zamarł blask. Przyjaciel nie poruszał rękoma ani nogami i leżał zrezygnowany jak trup. Błagałem go, by otworzył usta, jednak wargi pozostawały mocno zaciśnięte. Nachyliłem się, szeptałem do niego, lecz nie odpowiadał. Chciałem krzyczeć z bólu, ale straciłem głos. Z całego serca pragnąłem zrozumieć, co się z nim dzieje, jednak rozum odrętwiał w obliczu nieuchronnego prawa. Mój serdeczny przyjaciel leżał nieruchomy i martwy. Potem ludzie o zimnych dłoniach, nawykli do tego zajęcia, zabrali go pospiesznie i bez jednego westchnienia złożyli w wąskim grobie. Nie poruszyła ich jego śmierć. Nad moim przyjacielem zamknęło się wieko grobowca, a ja zostałem sam, oniemiały z goryczy i gniewu.
Ludzie mówili: on tu jest, tu spoczywa twój przyjaciel. Nie wierzyłem im. Wróciłem do domu. Jego ubrania były tam jak przedtem, wciąż jeszcze tchnące życiem. Na ścianie niezmiennie wisiała jego fotografia [5] i we mnie samym nic się nie zmieniło. Pytałem samego siebie, czy mój przyjaciel umarł, lecz nie znajdowałem odpowiedzi. Moje serce wciąż wypełniała miłość do przyjaciela. Rozum drwił ze mnie, a w sercu był wielki ból. Wreszcie znużyło mnie wciąż ponawiane pytanie, czy mój przyjaciel umarł, czy też nie. Znalazłem pocieszenie: przyjaciel odszedł i nie ma go tu. Gdzie więc jest? Tam. Tam. A zatem jest i nadzieja. Ja też tam pójdę. Czy znajdę tam swojego przyjaciela? Z pewnością. To niemożliwe, abyśmy rozstali się w jednym miejscu i nie mieli zobaczyć w innym. Jednak tu zaszła rzecz dziwna. Serce szepnęło: przecież nasze pokolenie nie wierzy już w nieśmiertelność duszy. Panuje swoboda poglądów. Czy jesteś łaskaw wciąż wierzyć w te głupoty? Te słowa uderzyły we mnie jak grom, poczułem grozę, nie mogłem zaznać spokoju. Skoro tak, czemu jestem głupcem? Jednak moje serce nie przestawało kochać tego, którego ukochała moja dusza. Poszedłem na grób mojego przyjaciela, z mizernych listków i kwiatków porastających mogiłę uplotłem wieniec i ozdobiłem nim jego zdjęcie. Było jak dawniej, imię przyjaciela pozostało wyryte w moim sercu. I znów pytam samego siebie, czy mój przyjaciel umarł.
Miałem serdecznego przyjaciela, wielki blask bił z niego i oświetlał moje serce. Teraz go nie ma. „A ja, dokąd ja mam iść?”546 Nie znajduję żadnej odpowiedzi.
VII
W ukryciu, w zakamarkach mojego serca zarzuciłem tajemną sieć. Wyciągam ją, sprawdzam i widzę, że sieć jest pusta, przelewa się w niej jedynie obfita piana. Zarzucam sieć raz jeszcze i znów bieleje w niej piana. Siadam na brzegu własnej słabości i płaczę: