RRRR-MM-DD
Usuń formularz

Pisma Pereca Opoczyńskiego

strona 296 z 530

Osobypokaż wszystkie

Miejscapokaż wszystkie

Pojęciapokaż wszystkie

Przypisypokaż wszystkie

Szukaj
Słownik
Szukaj w tym dokumencie

Transkrypt, strona 296


258 Pisma przedwojenne [11]

tylko odciski, wybiegają ze swoich miejsc postoju, a w ich szorstkich głosach przebrzmiewa szczególny ludzki ból, bardziej gorzejący niż ciosy ich rąk. Są wielcy i silni, i rytmicznie wybijają na jezdni twardy krok, a na zgnębionej, posępnej żydowskiej ulicy roznosi się szept: „Idą, tragarze idą!”. Jednakże teraz właśnie przemija i odchodzi

romantyka przeszłości.

Miejsce tragarza zaczyna zajmować maszyna, która jest bardziej wydajna. Ta maszyna to współczesny tragarz. Zjawisko polegające na zastąpieniu człowieka przez maszyny dotyczy prawie wszystkich dziedzin życia. W tej nowej rzeczywistości rola człowieka sprowadza się do roli pojedynczej śrubki.

W pierwszym odruchu ludzie z Nalewek573chcieliby taką maszynę zniszczyć, zareagować tak jak tkacze na pojawienie się pierwszego mechanicznego krosna574, ale po chwili zastanowienia gniew mija, a na jego miejsce przychodzi refleksja, że mimo wszystko maszyna jest człowiekowi potrzebna. Po prostu człowiek służy maszynie: gdy przechodzi się przez ulicę, słychać warkot silnika, który jest podobny do odgłosów wydawanych przez parowozy. Dźwięki te milkną, gdy szofer i jego pomocnik, tragarz, uspokoją zmechanizowanego głupca-golema i zapędzą go do pracy. Niewykluczone, że gdzieś tam po drodze będziecie mogli spotkać naszego Tuwię,

Noacha Pandrę575 z Warszawy.

Ten, kto popatrzy na to z innej perspektywy i zareaguje na nowinki ironicznym śmiechem, powie, że konie mechaniczne zepsuły dotychczasowy porządek we wszystkich dziedzinach życia i uczyniły z człowieka nic nie znaczącą śrubkę pracującą na potrzeby maszyny. „Wielkie rzeczy – mawiał Tuwia – gdy podnosiłem beczki pełne śledzi, żeby załadować je na wóz, czułem, że żyję. A gdy po całodziennej, ciężkiej pracy wchodziłem do karczmy, kazałem sobie podać połowę upieczonej gęsi i gąsiorek czegoś mocniejszego. Za zarobione pieniądze najadałem się do syta i piłem tyle, żeby być zadowolonym z życia”. To były błogosławione dni, a teraz

Tuwia znowu czuł, że żyje

tylko wtedy, gdy zabierał się za naprawę samochodu lub za zmianę koła. Wchodził wtedy pod samochód i działał z wielkim zacięciem, aż w oczach robiło mu się ciemno. Ale taka przyjemność zdarzała mu się dosyć rzadko. Na ogół nie odstępował swojego samochodu od rana do wieczora, czekając na pasażera. [9] I inaczej nie może być, bo mowa tu o nowym współczesnym duchu żydowskiego społeczeństwa. Przyszłość należy do samochodów, ale jak na razie na drogach w dalszym ciągu królują wozy i dorożki zaprzęgnięte w konie. Kurz i pył, czasami błoto, a bardzo często nieprzyjemne zapachy