RRRR-MM-DD
Usuń formularz

Pisma Pereca Opoczyńskiego

strona 405 z 530

Osobypokaż wszystkie

Miejscapokaż wszystkie

Pojęciapokaż wszystkie

Przypisypokaż wszystkie

Szukaj
Słownik
Szukaj w tym dokumencie

Transkrypt, strona 405


Pisma wojenne [19] 367

Stróż, jak to w jego zwyczaju, dopiero co zasnął. Nie słyszy tego ostrego dźwięku. Słyszy go natomiast część sąsiadów, którzy śpią niespokojnie, bo go oczekiwali.

Brama zostaje w końcu otwarta i już słychać [9] rozkazujący ton policjantów. W oknach ukazują się zaspane twarze półnagich mężczyzn i kobiet, rzut oka wystarcza, by dostrzec nieszczęście: Oj, parówka!

Brama jest zamknięta. Handlarze, którzy powinni o tej porze wychodzić na ulice, zbierają się w bramie, mówią głośno, gestykulują i chcą przekonać policjanta, że zaraz wrócą. Skoczą tylko po trochę zieleniny na targ, koszyk marchewki czy cebuli, woreczek kartofli. Ale policjant ich nie rozumie, jest głuchawy… Pojmuje dopiero wtedy, gdy papierek, który wsuwa się mu do ręki, ma wystarczająco wysoki nominał. Wtedy przekazuje władzę stróżowi, ale ten, jak na złość, nie może znaleźć klucza. Kręci się, szuka, marnuje mnóstwo czasu, póki nie staje się jasne, czego tak naprawdę mu brakuje. Wtedy klucz się odnajduje, handlarze mogą wyjść, zostawiając parówkę, łaźnię i wszystkie inne rzeczy na głowie kobiet.

Do łaźni

Po zewnętrznej stronie bramy wisi już żółty plakat z napisem w języku niemieckim i polskim: „Dur plamisty”. Wcześnie zbudzeni sąsiedzi z okolicznych domów i przechodnie roznoszą już nowinę jak miasto długie i szerokie: „Na Smoczej 10 parówka, na Wołyńskiej 7 parówka, Lubeckiego 12 parówka”. Ach, Żydkowie złoci, dziś w mieście rzeź! Pół Warszawy ma zamknięte bramy.

Żydzi słuchają i wzdychają:

– Co to będzie, co z tego będzie?

Żydówka z włosami pełnymi pierza, z zaspanymi oczyma opowiada temu, który przyniósł nowinę, że córka jej siostry przeziębiła się w łaźni w tamtym tygodniu, poleżała w łóżku ze dwa, trzy dni, i któż by pomyślał, odeszła wczoraj z tego świata. [10] Do jakiej to ruiny doprowadzają dziś ubrania i pościel, Boże miłościwy!

Lokatorzy sąsiednich domów drżą:

– Kto to wie, czy jutro nie spotka nas to samo nieszczęście?

– Ponoć na Wołyńskiej 7 nie wzięli żadnych chorych, w ogóle żadnego kocza nie było.

– No proszę, słyszycie, bo to o to chodzi, że jak lekarze chcą pieniędzy, wiesza się kartkę: dur plamisty…

Po wszystkich klatkach i schodach odciętych od świata domów biegają policjanci, pukają w każde drzwi i zapowiadają, że około ósmej wszyscy mają się znaleźć na podwórku gotowi do odmarszu do łaźni. W izbie na czas dezynfekcji może pozostać tylko jedna osoba.

Wszędzie zagadują policjanta, ale ten nie z każdym chce mówić, rozmawia tylko tam, gdzie widzi, że warto… Wtedy zamyka się drzwi i… no, to nic takiego, to tak po prostu…

– Gdzie jest ten policjant?

– U rzeźnika, nie, u piekarza.

– Ach, to już dobrze…

[11] Piekarz i rzeźnik siedzą potem, w czasie największej obławy, kiedy gna się do łaźni, i wyglądają sobie z okien. Do ich mieszkań nie wlewa się dławiącego karbolu, ich