RRRR-MM-DD
Usuń formularz

Pisma Pereca Opoczyńskiego

strona 440 z 530

Osobypokaż wszystkie

Miejscapokaż wszystkie

Pojęciapokaż wszystkie

Przypisypokaż wszystkie

Szukaj
Słownik
Szukaj w tym dokumencie

Transkrypt, strona 440


402 Pisma wojenne [22]

[7] Handel starzyzną960

To był od zawsze przywilej Wołówki. Teraz w ów handel wymierzono straszliwy cios. Jego skutki odczuły tysiące Żydów: domokrążców, szacherów961, szmaciarzy. Ich kapitał zawsze wynosił kilka złotych, ale zawsze udawało im się jakoś zarobić na kawałek chleba dla żony i dzieci.

Teraz nie było już czym handlować. Domokrążcy marli z głodu. Zarobić mogli tylko ci, którzy zdołali dostarczyć gojom dobry garnitur, palto, wysokogatunkową bawełnianą lub jedwabną bieliznę, jedwabne albo aksamitne ubrania, futra, dobre buty i tym podobne.

Nad domokrążcami, a właściwie nie tyle nad nimi, ile nad starzyzną, zlitowali się później Niemcy, tworząc wielkie magazyny starych szmat i zaopatrując domokrążców, niczym urzędników państwowych, w przepustki i zielone opaski na ramiona. Pozwalały im one na swobodne poruszanie się nawet poza gettem. W zamian domokrążcy dostarczali Niemcom surowce: wełnę, bawełnę i wszelkie inne materiały, które mogły służyć celom wojskowym.

Na tych domokrążców z zielonymi opaskami spoglądano z zazdrością. Wielu z nich dobrze zarabiało, o wielu szeptano też, że żyją syto nie tyle dzięki starym szmatom, ile dzięki cennym rzeczom, które mają Żydzi. I to tych właśnie rzeczy domokrążcy nie wstydzili się wskazywać Niemcom…

Jednak zanim domokrążca stał się panem, nie tylko handel starzyzną leżał odłogiem. Musiały minąć długie targowe tygodnie, by Żydzi wpadli na pomysł przenicowywania starzyzny. Bieliźniarze jęli kupowali stare koszule, poduszki, prześcieradła, cięli je i szyli z nich nowe rzeczy. Krawcy i szewcy robili to samo z ubraniami i obuwiem. I tak oto na Wołówce handlowano dwoma rodzajami towaru – szmatami, które kupowali Żydzi, by je przerobić, i nowymi rzeczami, które sprzedawano gojom.

Pojawił się jednak nowy problem – [8] odcięcie Wołówki.

Stara Wołówka, która znajdowała się na rogu Stawek i nowej niedokończonej stacji autobusowej, została oderwana od getta. Żadnego innego placu na handel starzyzną, handel tak niezwykle istotny dla biedoty w każdej epoce, nie wyznaczono.

Zaraz po odcięciu targowiska handlarze stawiali swoje kramiki niedaleko starej Wołówki, na rogu Zamenhofa i Niskiej, ale ich stamtąd wyrzucono. Znaleźli miejsce postoju na Niskiej róg Lubeckiego, ale ich przepędzono. Cofnęli się na Lubeckiego, do rogu Wołyńskiej i Gęsiej, to robiono na nich ciągle obławy. Przychodzili Niemcy i polscy policjanci z gumowymi pałkami i tłukli niemiłosiernie, nie bacząc, czy biją kobiety, czy mężczyzn. Zatrzymywali, strzelali niby to w powietrze, ale nieraz kogoś pozbawili życia. Kiedy jednak Niemiec się zreflektował i zaczął zarabiać na żydowskim handlu, na rogu Gęsiej i Lubeckiego oficjalnie wyznaczono nową Wołówkę. Teraz można z niej było ciągnąć odpowiednie zyski.

Brutalne akty na Wołówce, częste obławy, aresztowania i szykany prawie że przepędziły gojów z żydowskich targowisk. Getto było zamknięte, goj mógł wejść do niego tylko z przepustką, która u macherów, rozumie się, kosztowała dużo. W dodatku musiał