RRRR-MM-DD
Usuń formularz

Pisma Pereca Opoczyńskiego

strona 453 z 530

Osobypokaż wszystkie

Miejscapokaż wszystkie

Pojęciapokaż wszystkie

Przypisypokaż wszystkie

Szukaj
Słownik
Szukaj w tym dokumencie

Transkrypt, strona 453


Pisma wojenne [23] 415

nie całe sto. [34] Bez nich szmugler nic nie zdziała. Szmugler to wie, ale zarabiać lubi sam, jak każdy kto ma „wynajętych” ludzi.

– Widziałeś!

Basze jest wysoką dziewuchą na silnych nogach. Sunąc męskim krokiem, dźwiga worki z mąką. Raz-dwa obraca tam i z powrotem – z pustym plecakiem i z paczką papierowych pieniędzy w ręku. Nim się obejrzysz, wychodzi znowu na ulicę, żeby zaraz zawrócić, i tak w kółko. Nie gorzej niż Basze pracuje stary Zelik, siedemdziesięcioletni Żyd. Od dzieciństwa przyzwyczajony do dźwigania; przed wojną był [35] aa[…]aa. Na Koźlą przychodzi czasem dwadzieścia razy dziennie. Ale nie wszyscy kurierzy tak mogą. Są kobiety kurierki, co ledwo powłóczą spuchniętymi nogami. Muszą wyżebrać tych osiem, dziesięć kilo mąki naraz, a szmuglerzy patrzą na nie jak na utrapienie, którego nie można się pozbyć. Robią im łaskę i rzucają po parę kilo mąki, jak nienawistną jałmużnę przeklętym żebrakom, ale robią to na pokaz, bo w istocie rozumieją, jaką wartość ma każdy kurier… bo pomoże opróżnić sklep z „trefnego” albo zaoszczędzi kłopotów z zabłąkanym tu żandarmem, polskim policjantem czy junakiem. [36] Ot, dopiero co wczoraj w nocy była tu prawdziwa heca, kiedy po ubiciu przez wszystkie strony dobrego interesu niespodziewanie przyszli Niemcy – inni, nieprzekupieni Niemcy – i dali do wiwatu. Zabrali jedzenia za dziesiątki tysięcy złotych i trzeba było jeszcze dodatkowych wielkich pieniędzy, żeby się skończyło jedynie na stratach finansowych. W panice tylko trzech ludzi z mety974spadło z dachu i zostało na miejscu zabitych. Cóż, taki jest los tych, co żyją z mety. Obieg pieniądza na mecie jest bardzo dobrze zorganizowany. Niezwykle przypomina pośrednictwo finansowe, [37] którym nieustannie cyrkulujący, nastawiony na zysk kapitał posługiwał się w każdej epoce i okoliczności, by zapewnić sobie profity. Są żydowscy i gojscy ludzie mety. Goje przemycają towary dla chrześcijańskich szmuglerów na aryjską stronę, a Żydzi dla żydowskich szmuglerów na żydowską stronę. Ludzie mety prowadzą przy tym rachunki, ile ton produktów zostało przeszmuglowanych i z każdego kilograma trafia do nich pewien procent975. Ludzie mety mają swoich zaufanych, którzy pilnują sprzedaży i kupna i uważają, żeby mecie nie stała się krzywda. Dola ludzi mety jest ciężka. [38] Stanie na dachach jest zawsze związane z narażaniem życia. Ale czego nie zrobi Żyd dla chleba. Koźla daje zarobić tysiącom Żydów. Z Koźlej żyją ci, którzy ciągną stamtąd na swoich wózkach zieleninę i owoce. Żyją z niej też tragarze. Po kilku stoi przy każdym dużym sklepie szmuglerskim. Łapią spuszczane worki z mąką, zbożem i innymi dobrami i przenoszą je w umówione miejsca. Tak zarabiają. Dodatkowo wprowadzili zasadę, że pobierają pieniądze za każdy worek towaru wyniesionego z Koźlej. [39] Przy Franciszkańskiej stoi Zelik Łapa, niska, solidna postać w założonej na bakier czapce z błyszczącym daszkiem, i czatuje na wychodzących z pakunkami: „Stop! – syczy – nie wstydźcie się, ojczulku, dajcie pięćdziesiątaka za paczkę”.

– Ja, pięćdziesiątaka? – Żyd udaje głupiego.

– Tak, pięćdziesiątaka, i to szybko.