RRRR-MM-DD
Usuń formularz

Pisma Pereca Opoczyńskiego

strona 48 z 530

Osobypokaż wszystkie

Miejscapokaż wszystkie

Pojęciapokaż wszystkie

Przypisypokaż wszystkie

Szukaj
Słownik
Szukaj w tym dokumencie

Transkrypt, strona 48


10 Pisma przedwojenne [2]

kolektywu, którego członkowie zostali odnotowani w Leksykonie, i nie nadesłał upraszanych materiałów, to osiągnie Pan jedynie to, że Pański biogram ukaże się w Leksykonie w postaci niepełnej, a kto wie, czy nie błędnej. Z nadzieją, iż do tego nie dojdzie, serdecznie pozdrawiam i pozostaję w głębokim szacunku

Zalmen Rejzen.

Wszystkie materiały do Leksykonu żydowskiej literatury, prasy i filologii należy nadsyłać pocztą p o l e c o n ą na adres:

iZalmen Rejzen, ul. Wielka Pohulanka 11-10, Wilno

Drukarnia „Wydawnictwo Wileńskie” B. Kleckinai37

[tłum. z j. żyd. Monika Polit]

ARG II 506h (Ring. II/469)
Opis: oryg., druk, j. pol., żyd., 132x292 mm, k. 1, s. 1.

i) [List Pereca Opoczyńskiego do Jakuba Mitlera] [1]

Drogi Przyjacielu Mitlerze,

obiecałem Panu odpowiedź i niniejszym to czynię, choć Bóg jeden wie, z jakim trudem mi to przychodzi. Z Pańskiego listu wnioskuję, że jest Pan zadowolony z podróży, co mnie cieszy, ponieważ byłem pewny, że Paryż przyniesie Panu ożywienie i tak też się stało. Świadczy o tym Pański list zawierający błyskotliwe refleksje człowieka, który przybył, zobaczył i opowiedział o tym, co widział.

W ostatnim numerze „Ilustrirter Pojliszer Menczester”38, który być może już do Pana dotarł, jest artykulik o Panu oraz Pańskie zdjęcie. Artykulik podpisano „Badie”39. To mój pseudonim. Być może nie ująłem zagadnienia fachowo, ale mnie łatwiej było wypowiedzieć prawdę o Pańskim długim milczeniu i [2] jego przyczynie. Wydaje mi się bowiem, że to powinno zostać powiedziane, nawet gdyby miał mi to Pan za złe. Wiedząc jednak, jaki z Pana groźny osobnik, wiem, że mi to będzie przebaczone.

Chciałbym Pana wkrótce zobaczyć i porozmawiać, nie wcześniej jednak, niż będzie Pan miał gotową jakąś konkretną rzecz. Przedłużam Panu termin z sześciu do ośmiu miesięcy, a nawet dam więcej, ale na miły Bóg, wydobądź się z siebie i jednym zrywem dosięgnij swego ja, siebie samego. Jak długo trzeba [3] wieść życie przy obcych stołach, błądząc we mgle, nie widząc nawet „siebie”, to znaczy jednego z miliona światów, który niczym świetlny snop łowi esencjonalne drobiny wszystkich pięknych, wspaniałych i przepastnych uniwersów. „Ja”, „się”, jakie to krótkie, jednosylabowe słowo, a jaki w nim wymiar, rozmach, jaka połać, dal i otchłań. Ja – wszystko – kosmos. Kiedyś latem stałem nad rzeką o zachodzie słońca. Tęskna złocistość kładła się na lustrze wody, które