Pisma wojenne [25] 433
bielizny, którą udało się wydać dopiero co otwartej szwalni CENTOS-u? Każdego dnia znajduje się podrzutki. Można być pewnym, że matki nie robią tego bezmyślnie; można być pewnym, że serce im się kraje przy rozdzielaniu się z niemowlęciem, które zostawiają gdzieś na schodach w ciemnych korytarzach CENTOS-u czy gminy, czy w końcu na ulicy. Gmina wraz z CENTOS-em utrzymuje ośrodek dla porzuconych dzieci, ale ich liczba ciągle rośnie i instytucja ta staje się coraz ciaśniejsza i coraz bardziej przepełniona. Zima, która tego roku nadeszła wcześniej i nie wróży niczego dobrego, będzie częściej popychać matki do tego rozpaczliwego kroku; będą z zamkniętymi oczami i ściśniętymi sercami odrzucać swoje dzieci i podrzucać je – a co będzie dalej? Nadal będzie się wstawało z rana, wychodziło na ulicę i znajdowało leżące na trotuarze martwe dzieci z twarzami zastygłymi w znak zapytania: dlaczego?…
[8] Czy żydowska wspólnota może się tak straszliwie obojętnie przyglądać własnej zagładzie, wyniszczeniu własnego potomstwa?!
Trzeba było zobaczyć, z jaką radością dzieci jedzą tę odrobinę kaszy w kuchniach ludowych, a szczególnie kawałek chleba z marmoladą, aby zrozumieć, jaką wartość ma wysiłek zapewnienia głodnemu dziecku odrobiny ubogiego jedzenia.
Kiedy dorosły je kawałek chleba, aby uciszyć głód, nie przeżywa tego szczególnie. Kiedy jednak to samo dzieje się z dzieckiem, to jest to dla niego więcej niż jedzenie kawałka chleba – to dla niego wydarzenie, to źródło dziecięcej radości, zabawy, figli. Dziecko wszystko zmienia w zabawę. Kiedy zetknie się w kuchni ludowej czy domu dziecka z podobnym sobie, to jest to dla niego święto.
Zmieńmy na chwilę ton i przejdźmy do suchej statystyki. Według oficjalnego raportu CENTOS-u994 do pierwszego września 1941 roku było w getcie 26 kuchni ludowych i 9 domów dziecka, razem 35 instytucji, w których jadło 29 518 dzieci. Nie były w to, naturalnie, wliczone dzieci z internatów, półinternatów, ognisk albo półkolonii (latem). Tak więc we wspomnianym czasie korzystało z pomocy CENTOS-u w instytucjach różnych nazw i typów – 44 941 dzieci i 4391 dzieci z tak zwanych kącików domowych.
Do pierwszego września tego roku były w getcie 164 domowe kąciki, które prowadziła młodzież z poszczególnych domów. Do kącików należą dzieci lokatorów domów, otrzymują trochę jedzenia z kuchni ludowych. A tam, gdzie organizacja jest lepsza, także obiady i kolacje, gdy komitet młodzieżowy domu ma dość energii, by zebrać potrzebne na to fundusze.
[9] Idea kącików domowych była bardzo dobra i zdrowa. Można było zamienić kąciki w prawdziwe domy dla dzieci. Tam mogły dostawać nie tylko łyżkę ciepłej strawy, ale też wszystko, co jest potrzebne dziecku. Młodzież z takich domów oddała się tej idei duszą i ciałem. Z początku ten dobry pomysł wywoływał prawdziwy entuzjazm, szczególnie na ubogich ulicach. Młode dziewczęta i młodzi chłopcy musztrowali dzieci i spacerowali z nimi na plac na Gęsiej (dziś Wołówka) i tam gimnastykowali się z nimi, śpiewali, grali i tańczyli. Starszym dzieciom opowiadano bajki, a nawet pomagano odrabiać lekcje (szkoły są przecież do dziś nieczynne).
Dla dzieci były kąciki niewyczerpanym źródłem życiowej radości, energii. Dla części szkołą rozwijającą zmysł społeczny, bo często te same dzieci prowadziły akcje