RRRR-MM-DD
Usuń formularz

Pisma Pereca Opoczyńskiego

strona 83 z 530

Osobypokaż wszystkie

Miejscapokaż wszystkie

Pojęciapokaż wszystkie

Przypisypokaż wszystkie

Szukaj
Słownik
Szukaj w tym dokumencie

Transkrypt, strona 83


Pisma przedwojenne [6] 45

jakby chciał mnie żywcem pożreć, lecz czuło się, iż ma ochotę odwołać egzekucję. Nie zrobił tego jednak. Zapewne wstydził się okazać przed wiedeńskim gojem swą „żydowską” słabość i zaraz się wyniósł.

Wróciłem do warsztatu. [4] Pracowali tam moi towarzysze. Czesi uśmiechali się do mnie porozumiewawczo. Nadal zajmowaliśmy się tym, co poprzednio – czyściliśmy śrubki, nity, nie dotykając broni. Majster się nie odzywał, tylko rzucał nam niechętne spojrzenia. W cichości serca żywił nadzieję, że nadejdzie chwila pomsty. Zawiódł się jednak. Kilka dni później zabrano nas z jego warsztatu...


[1] עלעגיצ סאד [Koźlątko]

Wśród owiec i kóz, które codziennie prowadziłem na pastwisko w dolinie, było mlecznobiałe koźlątko z czarnym błyszczącym łebkiem i różowym noskiem. Pasterzem zostałem w czwartym roku wojny.

Austriaccy i niemieccy żołnierze wiezieni ospałymi pociągami na wielką bitwę w góry Tyrolu88byli śmiertelnie zmęczeni i głodni.

Umieszczony na wysokości 1840 metrów punkt zborny dla jeńców roił się za dnia tysiącami wynędzniałych postaci w rosyjskich mundurach. Strzegli ich srodzy Madziarzy z ostrymi bagnetami i pokrzykiwali:

– Pracować!

Pojmani w milczeniu, ospale ładowali do wagonów zwoje kolczastego drutu albo wyładowywali z nich zepsute magazynki, armaty i broń. Wieczorami dostawali za to miskę wodnistej kawy z kawałkiem chleba i w górską noc późnego lata szli marznąć na twardych leżach.

Dolina i góry, niebo i drzewa – na to wszystko opadła rozpacz, której winny był człowiek.

Gdziekolwiek stanąłeś, tam czaiła się boleść. Tylko w jednym budynku przylepionym do góry było wesoło. Piło się tam i jadło, hulało i używało – a była to oficerska kuchnia. Formalnie zarządzał nią pewien lejtnant z Wiednia, ale faktycznie podlegała węgierskiemu Żydkowi w stopniu kaprala, który podobnie jak lejtnant potrafił się tak ustawić, że w czwartym roku wojny nadal siedział na tyłach.

Z zapasów przeznaczonych dla jeńców Żydek kradł kukurydzę, kaszę, cukier i tytoń, a następnie wymieniał to u okolicznych [chłopów] na drób, prosięta, cielaki i kozy. Spragnieni tabaki Tyrolczycy chętnie się zamieniali. Tym sposobem jeńcy dostawali resztki, a oficerskie talerze wypełniało to, co najlepsze.

Oficerska kuchnia miała wielkie zapasy żywca: drobiu, prosiąt, baranów i kóz, a cały ten inwentarz trzeba było wypasać w dolinie.

Na pastucha lejtnant wyznaczył mnie, ponieważ mówiłem w jego języku. Posadę przyjąłem z radością. [2] Kładłem się w trawie, przez nikogo niepilnowany, i patrzyłem w niebo. Wsłuchując się w szemranie strumienia, chłonąłem majestatyczny spokój gór i starałem się pojąć mowę mego serca, które spustoszyły lata wojny, niewoli i głodu, tak że stało się obojętne na wszystko.