strona 254 z 920

Osobypokaż wszystkie

Miejscapokaż wszystkie

Pojęciapokaż wszystkie

Przypisypokaż wszystkie

Szukaj
Słownik
Szukaj w tym dokumencie

Transkrypt, strona 254


212 Rozdział 3. Poezja [55]

[15]

Pieśń o cadyku z Radzynia

Pieśń II

1

O, Radzyń! Cóż Radzyń? Przysucha?
A Góra Kalwaria?314 Miasteczek podobnych jest fura,
A kim są cadycy? – daremne wykręty –
Mężowie to święci! Lecz nawet i święty,

Jest jeden, samotny, przenigdy inaczej!
Bo choćby i więcej lub znacznie mniej znaczył –
Jest sam! Jest sam jeden! Ni słychu ni widu…
Co znaczy zaś jeden, gdy wielu jest Żydów!

Dziesięciu to minjan! A więcej – zrąb, korzeń!
Przed plemion tuzinem rozbiegło się morze!
A Bóg Wszechmogący, zstąpiwszy, przekazał
Im Torę, kamienne tablice przykazań,

Przewodził w pustyni i ziemię powierzył,
Gdy dęli, sypały się mury jak pierze,
W świętości do dzisiaj przystają na progach
I słowa nie rzekną, jedynie dla Boga!

Gdy grzeszą, to każdy w osobnej postaci!
Bo Żyd – choćby wiele lub mało by znaczył –
Jest jeden! Czy siłacz czy słaby fizycznie;
Niech żyją nam Żydzi, gdy liczni są, liczni!

2

O, Radzyń! Cóż Radzyń? Istotnie, przed laty
Cadykiem w Radzyniu zostałem za tatę.
Mój ród jak miasteczko – i stare i nowe:
Chasydów gościłem przy stole ojcowym315

I nici błękitne po dziadku umiałem Wyplatać…
Wyplatałbym pewnie czas cały
Węzełki tałesu, świetliste i jasne –
Lecz Radzyń okazał się trochę zbyt ciasny…316