strona 261 z 920

Osobypokaż wszystkie

Miejscapokaż wszystkie

Pojęciapokaż wszystkie

Przypisypokaż wszystkie

Szukaj
Słownik
Szukaj w tym dokumencie

Transkrypt, strona 261


Rozdział 3. Poezja [55] 219

Mój wierny chasydzie, choć byś się natrudził,
Nie poznasz cadyka… Więc o co tu chodzi?

I co za różnica? Nie poznać – i tyle!
O złap się przechodnia którego tam byle,
Lisiurę mu załóż, o, drogi chasydzie,
I niechaj cadykiem na szczęście ci będzie!

Nie pytaj go jednak i nie męcz zawczasu,
Lecz załóż lisiurę, lecz przewiąż go pasem,
Choć będzie to krawiec czy szewc najzwyklejszy –
Nie pytaj, nie marnuj ni chwili by węszyć,

Tymczasem o handel, o fach go nie pytaj –
Lecz chwytaj, jak stoi tam Żyd, ty go chwytaj,
I wołaj go: Rebe! Bo jest nim właściwie –
Tak: Rebe, i już nie odstępuj go chciwie.

13

Warszawo! Wspominam Warszawę ochoczo,
Żydowskie spojrzenie, żydowsko urocze,
Na wszystkim w około spoczywa rozlane,
I właśnie na zewnątrz: Weź kamień ze ściany

[22] Obwołaj go: Święty! Ten kamień?
Tak, kamień! Posłuchaj! Rozumiesz żydowskie to zdanie?
Oznacza, że nawet na bruku kamiennym
Spoczywa Szechina… Patrz tylko, patrz, wierny,

I ciesz się i otrzyj, i potocz się po nich,
Kamienie jak Żydzi – nie będą łez ronić…
Bo jeśli się otrzesz o Żyda – to świetnie
Dla ciebie, dla niego… Gdy kiedy przydepniesz

Na odcisk, na ranę, na pęcherz jakowyś,
Wnet pęknie, wytoczy się ropa i z głowy.
Choć jątrzyć się będzie ukryty w rękawie –
Nie spieszcie się Żydzi do domów w obawie…

Lecz skoro się przyszło już otrzeć, to teraz
Poznajcie się, bierzcie za wspólny interes!
Spierajcie się! Trudno, przysycha zranienie,
I wkrótce zostanie wam po nim wspomnienie.