300 Rozdział 4. Proza [71]
lub rąk. Niektórzy trzymali chleb pod pachą. Ci znaleźli śmierć [27], gdy stali przed piekarnią. Zmarli leżeli [bez pochówku], brakowało grabarzy.
Bomba jednak oszczędziła Żenię. Gdy trafiła w szpital, dziewczynka leżała na parterze. Silny podmuch eksplozji otworzył drzwi. Instynktownie zerwała opatrunek z twarzy i uciekła przez otwarte drzwi. Biegła przez place i ulice aż do ulicy Grzybowskiej, gdzie sanitariuszka opatrzyła jej ranę i wzięła ją pod opiekę. Dziewczynka miała wysoką gorączkę i nie mogła mówić. Na drzwiach domu, w którym znalazła schronienie, wisiała karteczka: „Znaleźliśmy ranne dziecko”. Na trzeci dzień Żenia mogła już o wszystkim opowiedzieć. W ten sposób Srolke i Bejla odnaleźli swoją córkę.
Polscy żołnierze składali broń i wracali do domów. Niektórzy wałęsali się po ulicach, dając w prezencie lub sprzedając wygłodniałej ludności resztki swoich racji.
Bernard wrócił z Modlina, przygnębiony, rozczarowany. Zrozpaczony rzucił się na sofę i powtarzał bez przerwy polskie przysłowie:
– pGłód, smród, nędzap, tak, to nam pozostało.
Na ulicy słychać było żołnierski śpiew. Niemieccy żołnierze śpiewali piosenkę:
ngWenn das Judenblut vom Messer rinnt…gn71.
[28]
[Rozdział] 6.
Na ulicy jest już ciemno. Mury stoją jak ślepe, okaleczone olbrzymy. Inne wyglądają jak skazańcy z zawiązanymi oczami i ustami pod murem straceń, którzy nie patrzą na wycelowane w ich stronę lufy armatnie.
Cisza. Ten nocny spokój napawał większym strachem niż codzienny zgiełk. Cisza, ulice i mury leżą spętane niczym bydło w rzeźni. To milczenie przyduszonego olbrzyma, który nie może wydobyć z siebie ani jednego dźwięku. [Ktoś] silniejszy skrępował go i włożył mu do gęby parszywy knebel, a usta zamknął na kłódkę.
– nHalt’s Mauln!72
W ciemnościach rozległ się strzał. Zastrzelono jubilera, ponieważ nie chciał zamknąć gęby i otworzył okno, by podnieść alarm, bo bandyta zabrał mu wszystko, co posiadał.
W takie noce jak ta Mina siedziała sama w pokoju. Czekała na Józefa i Rafała. O świecie rozpoczynał się dla niej nowy dzień, wypełniony bolesnym wyczekiwaniem. Dzień dzieli się na godziny, a godziny na minuty; jeśli dzień jest wiecznością dla cierpienia, to również jest nią godzina. W ciągu jednej minuty włosy stają się siwe od zmartwienia, a rozum udręczony niepokojem. Jest jeszcze noc. Gdzieś trzasnęła brama. Gdzieś indziej rozbłysnął słaby płomień świecy. Strzał z broni! Krzyk nHaltn!73 dociera do uszu we śnie. Na chodniku kona człowiek. O dziewiątej zaczyna się godzina policyjna, jednak na długo przed nią na ulicy zamiera życie niczym puls człowieka, którego serce przestaje bić.
* * *