strona 348 z 920

Osobypokaż wszystkie

Miejscapokaż wszystkie

Pojęciapokaż wszystkie

Przypisypokaż wszystkie

Szukaj
Słownik
Szukaj w tym dokumencie

Transkrypt, strona 348


306 Rozdział 4. Proza [71]

Pieśń zakończył przeraźliwym śmiechem.

nAchtung! Donnerwetter noch einmaln! [x]97 Cha, cha, cha, cha, cha, cha! Ja mam was w ptrokachp, psukinsynyp!…

Bejla nie spostrzegła, że jej mąż był śmiertelnie chory, tak szybko wszystko się potoczyło.

– Ani jedna kula cię nie trafiła, Srolke. Ani razu w życiu nie byłeś chory. Kpiłeś sobie z lekarzy i leków…

Tak skarżyła się Bejla swoim dzieciom. [36] I na tę minorową nutę opłakiwała śmierć [męża] do późna w nocy.

Dwie świeczki paliły się na podłodze, skwiercząc lekko. Rozedrgane cienie tańczyły smutny taniec arlekinów. Żenia uległa iluzji, że jest w kinie, w którym pokazują film o narodzinach i śmierci: oto zapala się świeczka i wypala do cna.

– Tak złego końca się nie spodziewałam – szlochała Bejla.

Jej łzy poruszyły otępiałe z bólu serca dzieci. Uderzyły w płacz:

– Tatusiu, tatusiu… Bejla wstała z miejsca:

– Leżysz Srolke jak kłoda!… Pali się!… Pożar!… Dom płonie, Srolke!… Bomba w dach trafiła!… Bomba zapalająca!… A ty się nie zrywasz? Co się z tobą stało? Cha, cha… Zrobiłeś się taki leniwy, ty, mój mąż! Bomba zapalająca trafiła moje serce!… Dawniej tak nie leżałeś!…

Następnego dnia obok bezimiennych grobów na końcu cmentarza została usypana świeża mogiła, niewielka, opatrzona numerem – osobne miejsce dla Srolkego w złocistym piasku.

W drodze powrotnej z cmentarza Bejla i Liza zostały „zaproszone” do pracy. Kazano im umyć podłogi w dawnej żydowskiej szkole, która została przerobiona na kwaterę dla Niemców.

– Ale nie mamy czym umyć podłogi. Do mycia potrzebne są szmaty – tłumaczyła Bejla.

– Co? Zachciewa się wam, Żydom, wygód? Inaczej nie potraficie? – rozgniewał się dwudziestoletni podoficer. – Chyba nie chcesz wylecieć [na bruk] ze swojego brudnego mieszkanka?!

Liza i Bejla dźwigały wodę i szorowały podłogę własną bielizną aż do wieczora. Wróciły do domu przemoczone, pełne rezygnacji, jak gdyby ktoś w biały dzień dopuścił się na nich gwałtu.

Liza straciła pewność siebie i energię, czuła się zbrukana i podeptana.

[37]

[Rozdział] 8.

Stary Gedali podciął siwą brodę. Zamiast żydowskiego kapelusza nosił teraz szarą narciarkę. Wyglądał jak dozorca lub drwal ze wsi. Nic prócz krótkiej bródki i wychudzonej piersi nie świadczyło o tym, że był Żydem, który odmawia chacot i gstudiuje98

Gemarę z komentarzami Rasziego oraz Tojsefes.