strona 351 z 920

Osobypokaż wszystkie

Miejscapokaż wszystkie

Pojęciapokaż wszystkie

Przypisypokaż wszystkie

Szukaj
Słownik
Szukaj w tym dokumencie

Transkrypt, strona 351


Rozdział 4. Proza [71] 309

nAuswerfen die Hände so und son[!]110 – rozkazał oficer.

[40] Poganiał tańczących. Gedali otrzymał ciężkie obcęgi kowalskie, którymi miał wyrywać Żydom brody. Krwawiącymi palcami przyłożył obcęgi do siwej brody zmieszanego Żyda – tak przeganiano go od jednego do drugiego. Gedali musiał napluć każdemu w twarz i go spoliczkować. A kaci batożyli umęczone ciała. Zaczęło padać.

nLos, herunter mit den Lumpenn!111

Rozkaz oznaczał: zdjąć ubrania i buty, stać nago na deszczu. Frędzle tałesów łopotały. Błyskały flesze aparatów, a upojone okrucieństwem twarze [oprawców] tryskały zadowoleniem.

nJude verrecken!112

Padało. Deszcz zmoczył mundury oprawców tak samo jak brody Żydów. Niektórzy poczuli się wyszydzeni przez naturę. Nie mogło więc obejść się bez kary. nHerrenmenschen113 postanowili ukarać Żydów, przecież nie mogli ukarać natury. Bili Żydów pałkami po głowie. Gedali opadł z sił. Runął na ziemię i leżał w kałuży własnej krwi. Jego oczy patrzyły tępo na błyszczące stalowe [trupie] główki:

– Miejcie litość.

Lecz główki pałały żądzą mordu.

[41] Długie fabryczne podwórko było zamknięte na cztery spusty. Na ulicy ludzie nerwowo krzątali się przy swoich codziennych zajęciach. Nikt nie wiedział, że za drzwiami ciemnego podwórka łamią się kości pod kołami maszyny tortur – że nad połamanymi, bezbronnymi starcami znęca się zdziczały kat.

Rozległ się śpiew. Na sąsiednim podwórku biedne, odarte żydowskie dziecko śpiewało łamiącym się głosem piosenkę o miasteczku Bełz114. Zdawało się, że to szare mury płaczą z tęsknoty za czasami, które są jak legenda, jak marzenie o świecie pokoju, gdzie ludzie znowu będą ze sobą rozmawiać po ludzku…

Czytelniku! Kiedy już przeminą bez echa straszliwe czasy, udaj się w wolnej chwili na ulicę Nowolipie. Tam znajdziesz długi [x]115dom116 z trzema podwórkami i żydowską garbarnią. A jeśli wysokie mury nie przemówią do ciebie, porozmawiaj ze starym chrześcijańskim dozorcą, który pilnuje wejścia do tego domu.

* * *

Znowu noc. Od czasu do czasu ciszę przeszywa przeciągły gwizd. To odległy gwizd lokomotywy. Mknie przez pola ku granicy – mknie ku wolności.