Rozdział 4. Proza [71] 323
– Nie drwijcie sobie ze mnie, mój panie, proszę ulitujcie się nade mną. Z dzieckiem stoję tutaj na zimnie…
– Nie rozpoznajesz mnie, Blumko? – zapytał wychudzony mężczyzna. – Nasz syn nazywa się Berele. Urodziłaś go [62] u Srolkego w piwnicy podczas nalotów. Nie wierzysz mi, co? Może przyniosłaś kawałek chleba? Nie, zapomniałaś? Szkoda. Wierzysz, że wyjdę stąd żywy? Tak? Uwolnisz mnie?
Blumce zrobiło się ciemno przed oczyma, nie wiedziała, co odpowiedzieć. Potem straż kazała jej odejść od okna. Czas odwiedzin dobiegł końca.
– Uwolnij mnie, Blumko! – wołał za nią Sender. Krzyknęła na strażników:
– Wypuście mojego nieszczęsnego męża na wolność, dla dobra dziecka. Oczywiście straż nie miała prawa tego zrobić bez zgody wyższej instancji. Interwencja przez Gminę Żydowską nie przyniosła skutku. Tysiące uwięzionych Żydów wegetowało tutaj bez szans na odzyskanie wolności, chociaż zapłacili za wydostanie się stąd wiele pieniędzy.
* * *
Na stole w suterenie Blumki leżał okrągły bochenek chleba. Dzieci z domu hałasowały, przepychały się w szeregu, bawiły się w stanie w kolejce. Jedno siedziało za stołem, trzymało miotłę w ręce i krzyczało od czasu do czasu:
– nJuden rausn!167 Dla Żydów nie ma chleba!
W taką oto grę bawiły się dzieci u progu Nowego Roku.
Wysoki, siwowłosy żebrak wszedł do sutereny. Mimo dotkliwego zimna miał na sobie jedynie cienką marynarkę, przewiązaną w pasie sznurkiem. Dzieci Bejli wystraszyły się. Syn Blumki zaczął płakać. Na kuchence stał garnek z ziemniakami i waza barszczu. Żebrak rzucił się łapczywie na ziemniaki – brał jeden za drugim. Po chwili jedzenie zniknęło.
– Ziemniaki, chleb, ziemniaki – mamrotał pod nosem, zdumiony wszystkim, co widzi. Spostrzegł chleb, wziął go i zjadał po kawałku. Potem omiótł spojrzeniem wszystkie kąty. Podszedł do łóżka, gdzie leżało dziecko Blumki. Dzieci narobiły hałasu, [63] sąsiedzi zeszli na dół, zobaczyć, co się stało. Gdy przyszła Blumka, rozpoznała w żebraku swojego męża.
Kobiety pomogły się Senderowi się umyć. Bejla podarowała mu ubrania po zmarłym mężu. Fryzjer ściął włosy i brodę. Pomimo siwych włosów i zmęczonej twarzy Sender znowu przypominał młodego mężczyznę. Blumka musiała się o niego ciągle troszczyć, ponieważ był wiecznie głodny i nie radził sobie ze znalezieniem pracy oraz pożywienia. Jednak pewnego dnia zniknął bez słowa.
* * *
Hodes należała do matek, które znoszą cierpienie w ciszy i nie skarżą się na ból, samotnie uginają się pod brzemieniem losu. Kiedy aresztowano Arona, zaczęła jej dokuczać