strona 400 z 920

Osobypokaż wszystkie

Miejscapokaż wszystkie

Pojęciapokaż wszystkie

Przypisypokaż wszystkie

Szukaj
Słownik
Szukaj w tym dokumencie

Transkrypt, strona 400


358 Rozdział 4. Proza [71]

Nechemia miał o teściowej inne zdanie. Kiedyś całował ją po rękach i nazywał „mamą”, teraz zmienił ton i wrzasnął z całej siły:

– Wracaj tam, skąd przybyłaś. Nie posyłałem po ciebie. Gotowało się w nim jak w garnku.

Również Guta, która połowę życia przeżyła cicho jak trusia, stała się gderliwa. Pierwszy raz w historii jej małżeńskiego pożycia powiedziała mężowi o swoim stanie ducha. Ale zrobiła to tak napastliwym i wyniosłym tonem, że Albert od razu zrozumiał, jak nieprzebyta przepaść potrafi dzielić męża i żonę.

– Trzy lata przeżyłam z głupkiem, z pgłąbemp… Najlepsze lata mojego życia spędziłam z koniem, osłem – wyrzuca Guta prosto z serca i spluwa. – Idiota!

Albert czuł się głęboko dotknięty jej słowami. Jednocześnie poczuł, że uwolnił się z więzów łączących go z najbliższą rodziną i krewnymi. Poczuł się jak wolny ptak, który nie musi się troszczyć o zdrowie swoich bliski, ponieważ każdy z nich odleciał w wybranym przez siebie kierunku.

Od początku okupacji nie opuszczał swoich czterech ścian, bo bał się bezpośredniego spotkania z umundurowanym żołnierzem. Teraz jednak włożył w pośpiechu płaszcz i nie rzekłszy ani słowa, wyszedł na ulicę.

Guta zaczęła teraz pomstować na innych, żeby wyrównać porachunki z Albertem. Wiedziała, że trochę przesadziła. Pragnęła złagodzić ostre brzmienie epitetów „osioł” i „idiota”, dlatego opatrzyła nimi osoby, o których wiedziała, że wyszły albo [54] właśnie kręciły się po kuchni – Perlę za jej nieposkromiony apetyt, Minę za jej filantropijną działalność…

Ale najwięcej oberwało się Estusi, która musiała wprowadzić się tutaj razem z Wolfem. Guta beształa ją za jej flegmatyczność i opieszałość, a także za to, że była naprawdę leniwa i apatyczna. A potem się rozpłakała.

Noc była niespokojna, a Albert nie wracał do domu. Nie zadzwonił, choć działał telefon u sąsiada. Guta przepłakała całą noc. Dopiero nad ranem znalazł go szwagier i przyprowadził do domu. Gdy go ujrzała, nie mogła opanować radości, całowała go po oczach, ustach, obejmowała i przepraszała:

– Co ja na to poradzę, że jestem tak nerwowa. Wszystko leci mi z rąk, bo życie jest okropne.

Albert uśmiechnął się. Jego żona wydała mu się piękniejsza jak nigdy dotąd.

Nechemia biegał w koło ze zjeżonymi281 włosami. Jego mięsiste wargi pulsowały, z minuty na minutę stawały się coraz grubsze. Krzyczał na cały głos:

– Ucieknę stąd, gdzie nogi poniosą!

Był całkowicie zrozpaczony. Ogarnęło go zwątpienie.

– Jak będziemy żyć? Czy nic się nie zmieni? Kiedy się skończy ta fatalna wojna?

[* * *]

Termin utworzenia żydowskiej dzielnicy został przesunięty na połowę miesiąca. Albert jak zwykle politykował: