380 Rozdział 4. Proza [71]
niczym bakcyl zarazy pozostawiała swój odrażający odór. Perla zabrała się za otwieranie szafki dopiero wtedy, gdy przychodzący do jej mieszkania obcy ludzie zaczęli pociągać nosem i przyglądać się podeszwom butów. Również w piwnicy gospodarzyła szkodliwa ręka. Ziemniaki zgniły w całości razem z marchewką, kapustą, burakami, pietruszką i rzodkiewką. Sterty węgla znikały z niebywałą szybkością, jak gdyby jakiś sąsiad posiadał dodatkowy klucz i korzystał z drogiego surowca.
[90] W czasie ostrzału [Warszawy] dom Nechemii został uszkodzony. Ani Nechemia, ani jego tymczasowy komisarz pMazurp nie zwracali na to większej uwagi. Tak więc doszło do zupełnie nieoczekiwanej katastrofy, która rozegrała się w samym środku dnia. Huknęło całkiem jakby piorun z jasnego nieba walnął i od razu sufit runął [całym ciężarem] na podłogę. Wszystko zapadło się razem ze ścianami i inwentarzem.
[Dom] rozpadł się na kawałki. Mieszkanie Nechemii było zrujnowane. Pod [gruzami] pozostały połamane szafy ze zmiażdżonym prowiantem. Z ruin sterczały ludzkie członki. Zrozpaczone głosy wzywały pomocy.
Lejbusz przybiegł z ulicy. Spod cegieł sterczała głowa podobna do głowy jego ojca. Nie wydawała z siebie żadnego dźwięku. Miała ziemisty kolor. Dopiero gdy poszedł bliżej, stwierdził, że należała do marmurowego popiersia, które wykonał znany rzeźbiarz na zamówienie ojca, żeby uwiecznić dla świata jego mężną postać.
Głowa statui oddawała z dokładną wiernością rysy Nechemii, jego pomarszczoną, energiczną twarz z obwisłymi grubymi wargami. Sam Nechemia uciekł przerażony. Perla zginęła, od dłuższego czasu leżała w łóżku ze skręconą nogą. Przygotowany [przez nią] pprowiantp został zmiażdżony pod gruzami. Tam też znajdowała się peleryna ze srebrnych lisów, wyglądała jak egzotyczne zwierzę z ogrodu zoologicznego.
Albert jakiś czas temu wyprowadził się [z domu Nechemii]. Również Mina i Estusia. Piwnica, w której mieszkał Jankiel z sublokatorami zachowała się w całości, ale nie dało się w niej dalej mieszkać z powodu zagrożenia zawaleniem. Została przywalona ciężkim gruzem. Tak czy owak pralnia przestała działać. Bejla i Blumka, a także Jankiel z rodziną, zajęli pokój w jednym z punktów, podobnie jak tysiące innych bezdomnych, którzy liczyli na wsparcie warszawskiego Judenratu i amerykańskiego Jointu.
* * *
[91] Tu żyli wszyscy, którzy przestali na siebie zarabiać. Półżywi, egzystowali od zupy do zupy. Wszyscy mówili na jeden temat – o kierownictwie, jego zaletach i wadach.
– pKierownikp punktu zabronił swoim dzieciom bawić się z naszymi, bo mogą je obleźć wszy.
– Tak, pważnyp z niego człowiek… Jak spodoba mu się dziewczyna, bierze ją do siebie do pokoju i daje jej gęstej zupy.
– A dla kogo, jak nie dla nich, zostaje gęsta zupa? Żaden nie ma spuchniętej głowy.
– My, tylko my idziemy do pobozup (obozu pracy) oddać głowy. Przecież Gmina zna nasz adres, a tamtych nie… [To] My, my umieramy za wszystkie koch-lefl 341.