Rozdział 4. Proza [72] 413
Piękna Chana miała te same co przed laty rozpuszczone i gęste włosy, i mimo że były one już siwe, gładził je z taką samą [32] czułością, jak tuż po ślubie… Jej pulchne policzki nie były już tak rumiane jak świeże jabłka z przyszpitalnego ogródka, ale smakował je ustami i wąchał nosem tak samo, jak przed laty… Jej chód stawał się coraz bardziej powolny i stonowany, postawa nie była już taka dumna, a głowa tak podniesiona, jak w młodości, a mimo to jeszcze dziś wodził za nią wzrokiem, [patrząc] błyszczącymi, wpół przymrużonymi oczami i rozkoszując się jej wciąż gibką talią, postawną figurą i jeszcze jędrnymi piersiami…
Tak mijało ich wspólne życie w małym miasteczku, aż wybuchła wojna i nadeszły czasy Hamana Drugiego…
Szlojme Goj i jego żona mało przejęli się wybuchem wojny. W ogóle nie mieli czasu na politykę, a cały swój czas poświęcali albo sobie, albo swoim dzieciom. Gdy jednak nastały czasy Hamana Drugiego, zmieniło się wszystko. Wojska Hamana Drugiego nie lubiły Żydów. Zanim jeszcze wkroczyli żołnierze, lokalna elita żydowska uciekła z miasteczka. Byli to w większości ostatni pacjenci Szlojmego. Później rozpoczęły się różnego rodzaju zmartwienia i prześladowania… Po pierwsze, planowano przesiedlenie większości Żydów do „nowego” miejsca, do getta, później zaś do obozu. Także Szlojmemu przeniesienie szpitala dało się we znaki. Wraz z nim stracił nagle całą prywatną praktykę, co w rzeczywistości oznaczało dla niego śmierć głodową.
Złe czasy nastały dla niego i dla jego domowników. Jedyną jego radością była córka. Zdolna dziewczyna, [a ponieważ] ojcowski wigor miała we krwi, szybko nauczyła się sztuki akuszerstwa i wkrótce otrzymała dobrą posadę w zakładzie położniczym, jednym z najbogatszych w Warszawie. Odziedziczyła też jedną z najgorszych cech ojca: pazerność na dobra materialne. Przejęła od niego tę samą wadę, którą i on posiadał: jeśli ktoś obiecał jej ładny prezent, sporą sumkę za przyjęcie dziecka, wesoło klepała się prawą ręką po udach i śpiewała dźwięcznym głosem:
‒ O, pieniądze to ja bardzo lubię!…
Robiło jej się ciepło na sercu już na samą myśl o pieniądzach, które miała później otrzymać…
Ale w rzeczywistości nie było z nią aż tak źle. Żądza pieniędzy była u niej dość powierzchowna. W jej przypadku, jak i w przypadku ojca, [33] chciwość, ta ogromna potrzeba posiadania pieniędzy, wynikała z konieczności pomocy najbliższym. Prawie całe swoje zarobki wysyłała do domu rodzicom, a sama często żyła o suchym chlebie. W głębi serca jednak była szczęśliwa, że za jej pieniądze rodzice będą mogli kupić nawet kawałek mięsa.
Tak było przez cały czas, aż nastał dzień, kiedy wojska Hamana zaczęły wyganiać Żydów z okolicznych miast i miasteczek.
O tym, że z miasteczka P-ka wysiedleni zostaną wszyscy Żydzi, mówiono od dawna. Zawsze były to jednak tylko plotki, które później się nie potwierdzały.
Tego dnia pogłoski zdawały się być dużo pewniejsze niż wcześniej. Miejscowa elita zebrała nawet pół kilograma złota, włożyła je w parę nowych butów, które częsty gość w kancelarii miał dostarczyć komendantowi, jednak później, w ciągu dnia, do ludzi na ulicach dotarła wiadomość, że przesiedlenie zostało odłożone.
Radość był ogromna. Przecież Żydzi z okolicznych miasteczek na dniach dopiero co zostali wygnani hen w świat! Mimo radości okazywanej na zewnątrz, głęboko