514 Rozdział 4. Proza [83]
na którą nie byłem przygotowany. 2000-osobowy punkt644, który w moim przekonaniu uchodził za najbiedniejszy i najbrudniejszy, pobił rekord domu na Stawkach645 pod względem tych właściwości. Z czymś podobnym nie spotkałem się w żadnym z pozostałych punktów. Tu prycze są całkowicie gołe, gdyż ich mieszkańcy nie posiadają niczego prócz brudnych szmat nadających się tylko na śmietnik.
Właśnie tu spotkałem tych, których szukałem od tygodni, nieszczęśników z Pomiechówka. Odwiedzałem ich przez następne tygodnie. W ich oczach czaił się strach półtoramiesięcznej katorgi przeżytej w kazamatach [x]646 mrocznego budynku647 (parę kilometrów od Nowego Dworu), a także lęk przed jutrem.
– Kogo szukacie? – powitano mnie nieufnie w celi, do której jako pierwszej otworzyłem drzwi.
– Przyniosłem cukierki dla dziecka – wykręciłem się od odpowiedzi.
Puste oczy napełniły się życiem. Otoczyły mnie wyschnięte ciała. Ręce, wychudzone ręce, napięte i lepkie niczym pajęczyny wyciągały się ku mojej twarzy z każdej strony. W ponurej celi zapanowało poruszenie.
[16] – Dla mnie, kaleki, ślepego, na pociechę sercu…
– Dla konającego dziecka, chorego sieroty, co leży skulone tu, na podłodze…
– Pochodzę z Poznania, ostatnio zostaliśmy wypędzeni z Płońska648, gdzie z córką spędziłam lata wojny. W środku nocy przyszedł rozkaz, że mamy zgromadzić się na rynku i właśnie tam po raz pierwszy w życiu posmakowaliśmy niemieckiego „pożaru”649… – kobieta [x]650w średnim wieku651opowiada mi swoje przeżycia. – Kobiety brzemienne i te z malutkimi dziećmi na rękach padały pod ciosami grubych i długich drągów652. Dzieci umierały w ramionach matek, które jeszcze długo ciągnęły za nóżki zabite ciałka. Poranione do krwi konały po długim marszu.
Pod gradem śmiertelnych ciosów dotarliśmy do Pomiechówka.
– Zamknięci za ogrodzeniem z drutu mężczyźni i kobiety załatwiali swoje potrzeby na dworze nad dołem pod nadzorem żołnierzy. Nasze wnętrzności skręcały się z głodu i wyczerpania. Konaliśmy z pragnienia (lato 1941). Jak świnie chłeptaliśmy brudną wodę ze stęchłych kałuży. Inni gasili ogień w ustach własną uryną, która otępiała żołądek i krew, osłabiając palące pragnienie.
– I gdy tak trwaliśmy w otępieniu, padł rozkaz, by tańczyć. Wpół nagie dziewczęta (ich ubranie rozpadło się od częstych razów) z wymuszoną wesołością ruszyły do tańca,