strona 571 z 920

Osobypokaż wszystkie

Miejscapokaż wszystkie

Pojęciapokaż wszystkie

Przypisypokaż wszystkie

Szukaj
Słownik
Szukaj w tym dokumencie

Transkrypt, strona 571


Rozdział 4. Proza [85] 529

policja, niech jej imię i pamięć będą wymazane, miała serca z kamienia, nie przestawała bić, tłuc, pakowała ludzi na wozy i wiozła na słynny Umschlagplatz. Na takich wozach wiezie się skazanych na szafot.

Nad gettem zapadła straszliwa, mroczna noc. Gdzieniegdzie słychać było strzały. gKażdy strzał kosztował żydowskie życieg [x]730. [24] Ludzie nie spali, leżeli w piwnicach, na strychach, zastanawiając się, kogo wezmą jutro? Jak uniknąć tego nieszczęścia? [x]731

Tej nocy, to jest nocy z 22 na 23 lipca 1942 roku, kolejna wizyta hitlerowskich psów u przewodniczącego Rady Żydowskiej. Inż. Czerniaków – któremu kazali dostarczyć nazajutrz dziesięć tysięcy Żydów [x]732godebrał sobie życieg.

Trzeba tu powiedzieć kilka słów o prezesie Gminy żydowskiej, inż. Czerniakowie. Był człowiekiem niezbyt lotnym, przeciętnym, [25] zasymilowanym żydowskim inteligentem. Okrutny los zechciał, by stanął się na czele największej Gminy Żydowskiej w Europie w czasie, jakiego Żydzi jeszcze nie doświadczyli. Ten skromny inżynier nie dorósł do tego wielkiego, a zarazem tragicznego zadania. To było ponad jego siły, nie rozumiał odpowiedzialności, jaką na siebie przyjął, być może miał dobre intencje, dobre zamiary, ale prowadził Gminę Warszawską jak człowiek o ograniczonych ambicjach i, nie wstydźmy się powiedzieć, jak wielki tchórz. Wykonywał wszystko, czego hitlerowscy bandyci domagali się od niego. Nigdy nie odważył się mówić głośniej niż zwykle, nigdy nie próbował nawet w najmniejszym stopniu stawiać oporu. Kalkulował, że w ten sposób uratuje to, co da się uratować. Nic nie uratował. Ani on, ani pozostali członkowie Judenratu, którzy płaszczyli się przed niemieckimi bandytami.

Ale gdy rozgrywał się ostatni ciemny akt [historii] warszawskich Żydów [26] ten cichy, potulny Czerniaków też nie mógł już wytrzymać. Nie chciał wydać na rzeź trzystu pięćdziesięciu tysięcy Żydów. Postawić się nie miał siły, wyzwolił się porcją cyjankali. Jeśli kiedyś będzie się go sądzić, powinno się wziąć pod uwagę, że czyn ten był aktem śmiałości. Niech to będzie odkupieniem za zło i błędy, których się, może bez takiego zamiaru, dopuścił wobec warszawskich Żydów.

Czerniaków zszedł z tego świata – jeszcze dobrze nie ostygł, a już żydowskie gestapo733 grasowało po ulicach.

Już wcześniej wspomniano, że dwa tysiące żydowskich policjantów otaczających prezesa Czerniakowa, to w większości bogaci synalkowie, którzy dostali się w szeregi policji za grube pieniądze, by ich nie złapano do obozu xpracy734 (policja była zwolniona z obozów). Chłopcami tymi dowodził [27] wychrzta, niejaki Szeryński (prawdziwe nazwisko Szenker). I jeszcze jeden – adwokat Lejkin i trzeci, wychrzta Szmerling. Szeryński był agentem policji jeszcze za polskich czasów735. Gdy Polska padła, był jednym z pierwszych, którzy stawili się do dyspozycji hitlerowskiego gestapo.