strona 583 z 920

Osobypokaż wszystkie

Miejscapokaż wszystkie

Pojęciapokaż wszystkie

Przypisypokaż wszystkie

Szukaj
Słownik
Szukaj w tym dokumencie

Transkrypt, strona 583


Rozdział 4. Proza [85] 541

Dwanaście godzin na dobę żydowskie ręce szyły, same lub na maszynie, mundury dla hitlerowskich bandytów. Z futer, które zrabował im Hitler w środku zimy, szyły żydowskie ręce baraniny i kożuchy dla Hunów na sowieckim froncie.

Wielu żydowskich robotników tak czy inaczej umarło od głodu i nędzy. Nawet żydowski robotnik nie może żyć tylko o ćwierci chleba i wodnistej zupce. Ale zawsze było to lepsze niż żebry albo śmierć na ulicy bez imienia pod płachtą papieru.

Jednocześnie do tych „szopów” dostali się też ludzie z półświatka, którzy rośli w getcie jak grzyby po deszczu, kombinatorzy, [71] szantażyści. Z pomocą niemieckich szantażystów figury te stały się w szopach szychami, dyrektorami, kierownikami i diabli wiedzą czym jeszcze.

W „normalnych” czasach, tj. gdy w getcie żyło trzysta pięćdziesiąt tysięcy Żydów [x]802, gdy 10% nowo awansowanych chuliganów żarło i żłopało, a pozostałe 90% ledwo zipało, nawet wtedy nie pchano się do pracy w niemieckich szopach. Biedak jakoś się kręcił, nie dojadał, padał od tyfusu, żebrał, ale iść pracować dla Hitlera, wspomagać mordercę, znakomita większość ludności żydowskiej w Warszawie nie chciała.

Gdy jednak ukazał się złowieszczy dekret o wypędzeniu [x]803, w którym mowa była, że Żydzi zdolni do pracy nie będę [72] deportowani, przede wszystkim zaś ci, którzy są zatrudnieni w szopach – zaczął się run na hitlerowskie warsztaty. Handlarze, rzemieślnicy i niebieskie ptaki – wszystko, co miało ręce, nogi i portfel z pieniędzmi, biegło pracować do Niemca804. Wszyscy nagle stali się w krawcami, szewcami, kaletnikami.

Do szopów wraz z handlarzami żywym towarem, wraz ze złodziejami, włamywaczami i prostytutkami, wciskali się także uznani działacze społeczni, nasi żywiciele, nasi przywódcy. Dotychczas paśli sobie brzuchy, gżyli jak u pana Boga za piecem, trzymali służących pod drzwiamig [x]805, byli głusi [73] na żydowską niedolę, na żydowską nędzę, a tu nagle stali się proletariuszami najczystszej krwi.

Zabezpieczali nie tylko samych siebie, ale też swoje żony i dzieci, swoje matki i ojców, swoich braci i siostry, i byli pewni, że oni unikną wyroku śmierci.

Tak więc, gdy zaczął się ten cały run na szopy, kierownicy szopów, wszyscy ci szantażyści i kieszonkowcy806, zobaczyli, że otworzyło się dla nich źródło obfitych zarobków.

Ruszył więc prawdziwy handel miejscami w szopach, istna czarna giełda. Początkowo kierownicy szopów wymagali tysiąca złotych od łebka, później – dwóch, pięciu tysięcy. Były też przypadki, że świeżo upieczeni proletariusze [74] płacili draniom po dziesięć, dwadzieścia tysięcy złotych od łebka.

Pieniędzmi tymi dzielili się żydowscy i niemieccy dranie807.