strona 697 z 920

Osobypokaż wszystkie

Miejscapokaż wszystkie

Pojęciapokaż wszystkie

Przypisypokaż wszystkie

Szukaj
Słownik
Szukaj w tym dokumencie

Transkrypt, strona 697


Rozdział 5. Dramat [88] 655

i dałaś go razem z ziarnami do gara! Tych ziół – sama nie zrywałaś, a jarzyny – wiesz skąd pochodzą? [7] Pewnie szkodzą, pewnie surowe, jak gorycz –

Timna: Cóż ci przychodzi do głowy?

Hiob: Nie wiesz, może się nie poznałaś… Nie pierwszy raz do tej pory!

Timna: Jedz, jedz…

Hiob: Nie, nie ma mowy!
Zabieraj ten ser!
Zabieraj garnek z mlekiem! Jesteś pewna, że to mleko?

Timna: Ja sama, sama krowę doiłam, jedną i drugą, dopiero wstałam z kolan.

Hiob: Tak, tyś to doiła, myślałaś, że to mleko, a trysnęło ropną strugą, zabieraj garnek!

Timna: Któż Hioba mądrym obwołał?

Mówił nieprawdę!

Hiob: To z rozumem nie ma nic wspólnego!
Wiedzieć jest owszem mądrością, lecz ostrożnym być, drugą – trzeba się bać wszystkiego!
Nie podchodź do okna. Widzisz: chmura! Piorun wali z niedaleka, Precz!

Timna: Mówisz straszną rzecz…

Hiob: Precz! Precz! Precz!

Timna: Mój wróg by tak zmysły postradał, co za pokrętne rozmowy:
Nie soczewica – kamienie! Ździebełka sprawdzać, pierwszyzna, sprawdzać i rozpoznawać! Nie zioła to – trucizna! Nie mleko – ropina! Chmura – gdy niebo ponad nami czyste jak marzenie…

Hiob: Zawsze trzeba być gotowym!

Gdzie drabina?

Timna: Stoi na zewnątrz, w podwórzu.

[8] Hiob: Idź, wdrap się ku górze, rzuć okiem, czy dobrze trzyma dach.