strona 846 z 920

Osobypokaż wszystkie

Miejscapokaż wszystkie

Pojęciapokaż wszystkie

Przypisypokaż wszystkie

Szukaj
Słownik
Szukaj w tym dokumencie

Transkrypt, strona 846


804 Część III. Antologia „Męka i bohaterstwo” [95]

Lecz słowa zdawały się mgłami zasnute,
I mętny był sens tej przemowy.
I gdyby ktoś zgodził się wtedy objaśnić
Mi wywód ów, tkwiący w pamięci,
I nawet zażądał, bym życiem zapłacił,
Z radością bym życie poświęcił.
Bo czułem, że: trzeba, że muszę uczynić
Coś miary i wagi ogromnej,
Lecz co to ma być, nie umiałem powiedzieć,
Choć dni biegły wciąż nieprzytomnie.

*

[36] W powietrzu łagodnie zabawiał się wietrzyk,
Powiewał i – milknął… I znowu.
Już po raz ostatni zadźwięczał trel ptaków
Za liści zieloną osnową.

Ktoś księżyc zawiesił wysoko na niebie,
I pięknie przystroił je w gwiazdy –
Ze smutkiem ogromnym wróciłem do domu
I zamknął już bramy monaster.

Pokoik samotny jak ja na tym świecie,
Nieduży, spowity cieniami
Pozwalał choć uciec od zgiełku ulicy,
Przez chwilę się zmierzyć z myślami.

Siedziałem, dumałem więc pragnąc zrozumieć
Przemowę, czy może coś znaczyć.
I nagle… Pod jednym ze świętych obrazów –
Ogarek, dostrzegłem, majaczy.

I oto ujrzałem ponownie ów promień,
Co wcześniej tak jasno rozbłysnął!
Przemawiał znów do mnie w języku błyskawic,
Lecz teraz pojąłem już wszystko…

[37] Zrzuciłem pospiesznie co miałem z odzieży,
I zaraz drżącymi rękami
Włożyłem w tę stertę płonący ogarek,
I żeby się ogień rozpalił,
Wrzucałem co mogłem odnaleźć w pobliżu,