RRRR-MM-DD
Usuń formularz

Prasa getta Warszawskiego: Poalej Sy...

strona 267 z 368

Osobypokaż wszystkie

Miejscapokaż wszystkie

Pojęciapokaż wszystkie

Przypisypokaż wszystkie

Szukaj
Słownik
Szukaj w tym dokumencie

Transkrypt, strona 267


„Proletariszer Gedank”, nr 5 [5] 237

    Milionowy budżet Judenratu pokrywany jest wyłącznie z pośrednich podatków. Bogacze są chronieni. Wszystkie wpłaty dla gminy odkładane są na ostatni kęs chleba, który rozdzielany jest ludności. Mimo że racje chleba znów zostały obniżone do 2 kilo na miesiąc na osobę, podniesione zostały racje ryżu. To samo z cukrem. W ten sposób z ludności wyciskane są miliony, które idą na utrzymanie ogromnego aparatu, budowę murów i mostów i na prezenty dla ochrony. Zasada: wszyscy równi – święci triumfy. Sumy, które bogaci są zobligowani do płacenia, nie wnoszą prawie żadnych dochodów, dlatego w kuchniach społecznych za wodnistą zupę płaci się słoną cenę, aby pokryć częściowo deficyt z innych gałęzi pomocy społecznej. Przez „Umschlagplatz” przechodzą wszystkie produkty dla getta, a organizacja aprowizacyjna dysponuje nimi tak, że na wolnym rynku można za wysoką cenę dostać zdrowe kartofle i dobrą brukiew, a do kuchni społecznych przydzielane są zmarznięte, gnijące produkty. Z odrobiną węgla, która przedostaje się [do getta], dzieją się cuda – nikt go nie dostaje po ustalonej cenie, a na ulicy można go kupić tonami po 2000 złotych za tonę. W punktach dla uchodźców nie widziano kawałka węgla albo drewna przez całą zimę. Często zdarzają się przypadki, że dzieci przez noc zamarzają na śmierć – w luksusowych lokalach i na dansingach jest węgla i drewna w bród. Śmierć głodowa i syty zbytek – te dwie szale wagi w getcie utrzymywane są przez organizacje Judenratu w równowadze: śmierć głodowa dla biednych, syty zbytek dla bogatych.

    Getto tonie w brudzie. We wszystkich domach leżą niesprzątnięte góry śmieci i odpadów. Komisaryczny zarząd domów upomina się zaostrzonymi środkami o czynsz, ale nie wyda nawet grosza na utrzymanie czystości w domach. Aby ukryć koszty za wywożenie śmieci, znów nałożona została dodatkowa suma za kartki na chleb – do 50 groszy za osobę, według przyjętego zwyczaju bogaci i biedni wszyscy tak samo. Z jakimi niebezpieczeństwami łączy się zaśmiecenie domów, nie trzeba dodawać. Epidemia tyfusu znów się rozprzestrzenia. Śmiertelność w styczniu wyniosła do 5123 przypadków śmiertelnych, wzrost o ledwie 15 procent w porównaniu z grudniem 1941 [r.].

    Wstrząsający procent przypadków śmiertelnych przynoszą punkty dla uchodźców. Tu śmierć zbiera duże żniwo. Uchodźcy masowo umierają z głodu i fizycznego wyczerpania. 22 procent nieszczęsnych mieszkańców punktu dla uchodźców na Dzikiej 9 [14] zmarło w ciągu jednego miesiąca stycznia. Organizacje społeczne robią, co mogą, ale w istocie są bezsilne. Źródeł przychodów jest coraz mniej, a ogólna bieda wzrasta. Jeśli troska o punkty dla uchodźców w najbliższych dniach nie przyjmie skuteczniejszych form, okrutny los tych punktów stanie się największą plamą na honorze żydowskiej Warszawy. Nie ma co apelować do Judenratu – tu może pomóc tylko szeroko zakrojona społeczna inicjatywa, wszystkich tych, którzy jeszcze nie stali się rodzonymi braćmi wilków – psami!!

    Tymczasem mury wokół getta rosną. Zimno przerwało na pewien czas te prace. Niedokończone mury stwarzały różnorodne możliwości dla mniejszego szmuglu, dla przedostania się na tamtą stronę po odrobinę kartofli albo tani chleb. Codziennie przy murach padały ofiary. Rozwścieczeni niemieccy strażnicy zrobili sobie z polowania na ludzi sport. Kule szczególnie trafiają kobiety i dzieci. Głód nie pozwala jednak powstrzymać się od ryzykowania życiem i niejeden płaci tę cenę za odrobinę chleba lub główkę kapusty!

    Kto ma więcej szczęścia, uchodzi ze szmuglu z życiem, trafia jednak często do „żydowskiego” aresztu. W żydowskim więzieniu znajduje się do 1000 aresztowanych, między nimi kilkuset, którzy zostali już skazani lub czekają na karę śmierci za nielegalne przekraczanie granicy getta. Próbowano zrobić interes i za futra wykupić życie