RRRR-MM-DD
Usuń formularz

Prasa getta Warszawskiego: Poalej Sy...

strona 286 z 368

Osobypokaż wszystkie

Miejscapokaż wszystkie

Pojęciapokaż wszystkie

Przypisypokaż wszystkie

Szukaj
Słownik
Szukaj w tym dokumencie

Transkrypt, strona 286


256 „Bafrajung” [6]

nowych „Żydów”. Interesujące jednak, że zaraza konwersji, która ku naszej wielkiej hańbie rosła, pomimo to się nie zmniejszyła.

    Z nadejściem zimy przybyła także fala wypędzonych z prawie wszystkich włączonych do Niemiec miast i miasteczek, głównie jednak z Łodzi i okolicy. Z powodu coraz bardziej rosnącej ciasnoty w mieszkaniach, drożyzny mydła i niedostatku środków żywności zaczęły się rozprzestrzeniać różne choroby zakaźne, a głównie tyfus brzuszny i plamisty. Także to zostało natychmiast wykorzystane przeciwko Żydom. Zamknięto bramy, „oczyszczano” mieszkania, gdzie rujnowano żydowski dobytek, i partiami ciągnięto do łaźni wszystkich mieszkańców pod eskortą policji, jak aresztantów. Weszło wtedy nowe słowo do słownika żydowskiego i była to „parówka”. Temu, kto to wszystko widział, wystarczy po latach przypomnieć tylko to słowo, aby przypomniał sobie siedem kręgów piekła, które były tam ukryte.

    Nowy Rok 1940 przyniósł Żydom rejestrację ich majątku. We wszystkich większych przedsiębiorstwach żydowskich już wcześniej zostali osadzeni komisarze, którzy faktycznie stali się właścicielami majątku żydowskiego. Wedle wcześniejszego dekretu Żydowi nie wolno było posiadać więcej niż 2000 zł518. Pod obowiązek rejestracji podpadli jednak oprócz właścicieli majątku nieruchomego także wszyscy mniejsi przedsiębiorcy handlowi i przemysłowi. W tym celu w Warszawie zostało otworzonych kilka biur rejestracyjnych, gdzie w ciągu tygodnia sprzedano oficjalne karty rejestracyjne, a później należało tam rejestrować majątek.

    Jest więc zrozumiałe, że uciekanie przez „Bug” na wschód, które także już wtedy było dosyć duże, zaczęło przybierać jeszcze większą formę, nie bacząc na wielkie trudności, często śmiertelne niebezpieczeństwo, z którym pójście tam się wiązało. Gdyby „Bug” mógł [17] mówić, z pewnością opowiedziałby nam o wielu, wielu ludziach, którzy w jego ponuro-żółtych wodach znaleźli wieczny odpoczynek. Niemniej mogłyby nam opowiedzieć błotniste lasy wokół „Bugu” o tam zamordowanych i zabitych.

    Z nadejściem wielkiego mrozu przybyła nowa fala uciekinierów z Łodzi i okolicy, gdzie zaczęto wtedy tworzyć getta.

    Kto nie widział nieszczęśliwych, wypędzonych rodzin, obładowanych tobołkami i często z maleńkimi dziećmi na rękach, ledwo może sobie wyobrazić, co ci ludzie się nacierpieli, zanim przybyli do Warszawy. Niemało zmarło na tułaczych drogach z głodu i zimna. Rodzice gubili dzieci, a dzieci rodziców. Niewyczerpane źródło okrucieństwa wylało się na ludzi. Dzikie okrucieństwa spotkały właśnie wtedy żydowskich jeńców wojennych. Zwolniono ich z obozów i równocześnie zarządzono, że mają oddać swoje ubrania wojskowe, nie dając im żadnych innych ubrań. Ile żydowska Warszawa nie zebrałaby dla nich ubrań, nie wystarczało tego jednak, i można było na każdym kroku spotkać dziesiątki nieszczęśliwych jeńców wojennych, marznących w lekkich cywilnych szmatach, ponieważ musieli oddać swoje wojskowe ubrania. Jako najstraszniejsze jednak, co spotkało tych nieszczęśliwców, musi zostać odnotowana krwawa łaźnia, która została im urządzona między Lubartowem i Białą-Podl[aską], gdzie partia kilkuset powracających jeńców została wzięta w ogień broni maszynowej i więcej niż połowa została zabita519.