Uwaga:
Po stronie parzystej ulic: Zamenhofa, Nowolipki: 2, 4, 6, Nalewki, wolno zamieszkiwać, lecz nie wolno się wprowadzać.
Na ulicach, które w ogóle nie figurują w niniejszym spisie, zamieszkujący tam
Żydzi mogą zostać, natomiast nie wolno się tam wprowadzać.
ARG I 1283 (Ring. I/266)
Opis: oryg., druk, j. pol., 235x314 mm, drobne uszkodzenia i ubytki tekstu, k. 2, s. 3.
Dok. opublikowane w „Nowym Kurierze Warszawskim” z 15.10.1940 r.
Dok. były przechowywane w segregatorze.
Po 12.1940, Warszawa-getto. N.N., Opracowanie pt. " ווארשעווער רעפלעקסן " [„Warszawskie refleksje”]
[1] Warszawskie refleksje
W sadystyczno-przerażający sposób chce Niemiec zniszczyć życie naszego narodu. Nie zatrzymuje się on przed niczym i stosuje najpodlejsze środki, aby nas złamać materialnie, fizycznie i duchowo.
Materialnie: w ciągu 16 tygodni trwania wojny nieustająco dokonuje się pogrom
Żydów. Rabuje się dzień w dzień żydowski dobytek. Bez wyróżnienia ubogich czy
bogatych. Rabuje się meble, odzież, pościel, narzędzia pracy i nawet żywność, nie
mówiąc już o sklepach, domach i fabrykach.
W żydowskiej martyrologii nie zdarzyło się jeszcze, żeby pogrom trwał tak długo.
Zwykle pogrom trwa dzień, kilka dni, miesiąc. Teraz trwa on bez końca. Znajomemu dentyście zabrano dentystyczny fotel z wszystkimi szczypcami i inne rzeczy, uniemożliwiając mu zarobienie czegokolwiek. W pewnym miejscu zabrano wszystko; w trakcie rabowania pościeli podeszli oni do łóżeczka, w którym leżał chory chłopiec. Żołnierz powiedział: „On może umrzeć również bez tego” – i wyciągnął poduszkę spod główki chłopca.
W innym miejscu, na ulicy Solnej, pewną rodzinę obrabowano 12 razy, aż pozostały tam gołe ściany. Rabuje się żywność z prywatnych mieszkań, nawet garnki z masłem i po pół kilo smalcu. Doprowadzają nas do głodu. Potrzeby są nie do opisania. Na ulicy często widać dorosłych i dzieci, którzy siedzą lub leżą na drodze i krzyczą zachrypniętymi głosami ciągle jedno słowo: „Chleb! Chleb! Chleb!”.
Fizycznie: mordują i biją. Rani się Żydów, doprowadzając ich do kalectwa. W ciągu
dnia, w obozach pracy przymusowej, morduje się Żydów w sposób skandaliczny. Ostatnio usłyszałem płacz na ulicy i wyjrzałem przez okno. To rozpaczała sklepowa z naprzeciwka, bo właśnie otrzymała informację z gminy, że jej mąż umarł w obozie. Byli oni dopiero 3–4 miesiące po ślubie.
Już od kilku tygodni codziennie, około drugiej po południu, przyjeżdża samochód
z esesmenami i żandarmami. Co kilka kroków zatrzymują się oni i strasznie biją
każdego Żyda. Biją do krwi, rozwalają głowy młodym i starym. Krzyki sięgają nieba.