szy przed kryjówką, groził podpaleniem kryjówki, już raz wspominałem. Najkrwawszy spośród całej grupy był Offer. Był to mężczyzna trochę więcej niż średniego wzrostu, tęgawy. Chodził z zakasanymi rękawami jak rzeźnik. Służba Porządkowa przezywała go Owczyński. Nazwa pochodziła stąd, że zabił porządkowego Owczyńskiego1079 (syna jubilera i bankiera warszawskiego), bardzo solidnego chłopaka. Przytoczę dwa przykłady, które go postawią w należytym świetle. Było to na Umschlagplatzu. Ludzie stłoczeni za bramą czekali na krwawy akt warszawski: ładowanie. Nagle wjechało na plac auto, z którego wysiadło dwóch wojskowych. Jeden to Brauer, właściciel szopu na Nalewkach, a drugi to młody, smukły podoficer, który mu asystował. Przyjechali wyreklamować kilku swoich pracowników wziętych na Umschlag. Wywołanych ustawiali pod murem dla odmaszerowania do domu. Schwytani pracownicy Brauera oblegli kraty bramy. Po kilku jednak minutach, gdy trochę pracowników zebrano pod murem,
napór pracowników Brauera stał się tak silny, że przemocą otworzyli bramę i, nie zważając na bicie Służby Porządkowej i asystującego Brauerowi Niemca, ustawili się pod murem. Asystujący Niemiec wyciągnął rewolwer i wystrzelił kilka razy, ale nic nie pomogło. Chaos na placu nie ustawał. Ludność się zorientowała, że to strzały w powietrze. W tym momencie wjechał Owczyński na rikszy na plac. Obrzucił okiem plac, nie mówiąc ani słowa. Spokojnie, zrównoważonym krokiem zszedł z rikszy. Ludzie cofnęli się nieświadomie przed nim. Brauer i jego asystent stanęli bezradnie. On zaś spokojnie wyciągnął rewolwer i wypalił. Po chwili leżał trup jeden. Wszyscy cofnęli [32] się za bramę. On spokojnie wszedł za bramę. Za chwilę znów strzał, a zaraz potem kolumniarze wynieśli trupa. Owczyński zaś spokojnie wyszedł z bramy i usiadł na rikszy. Poprosił Szmerlinga1080 o kwas [chlebowy?]. Nie doczekawszy się jednak kwasu, wyjechał na rikszy z placu. Drugi przypadek to następujący. Było to podczas selekcji. Ulica Dzika była gęsto obstawiona posterunkami niemieckimi SS (Waffen SS). Na rikszy przyjechał na Dziką 3 cwaniak gettowy, p[an] K. Z posterunkami poznał się w ciągu jednego dnia. Nagle wszedł z Umschlagu Owczyński i rozglądał się za rikszą. Zauważył p[ana] K. i wziąwszy go za rikszarza, zawołał i kazał mu zaczekać na siebie. Owczyński wrócił na Umschlag, a jeden żołnierz z posterunków przed domem Dzika 3 po[d]szedł do p[ana] K. i powiedział mu: „Ty nie wiesz, kto on jest, ty z nim lepiej
nie jedź”. Owczyński tymczasem wrócił z placu. Pan K. tłumaczył się przed nim, że
nie może z nim pojechać, bo czeka z polecenia Obersturmfü[h]rera. Owczyński zdzielił go za odmowę pejczem kilka razy po twarzy i zaprowadził go na Umschlag. Następnie pojechał na miasto. Żołnierz z posterunku wszedł wówczas na plac i wyprowadził p[ana] K., któremu groziło niechybne wysłanie. Zdziwiono się wówczas, że Owczyński zostawił p[ana] K. przy życiu. Podobnie jak Owczyński postępował członek grupy lubelskiej przezywany (dla swej cery) Mulat. Dzikość i bezwzględność postępowania grupy lubelskiej nie daje się wcale opisać. Na Umschlagplatzu torowali sobie drogę nie pejczem, tylko rewolwerem. Wyciągnięty rewolwer nigdy nie służył dla przestrachu,
1079 Aleksander Owczyński, funkcjonariusz SP. Został zastrzelony za wyciąganie ludzi z pochodu idącego na Umschlagplatz.
1080 Mieczysław Szmerling, funkcjonariusz SP, przewodniczący Kompanii Przeciwepidemicznej przy Wydziale Zdrowia RŻ, w czasie tzw. akcji wysiedleńczej komendant Umschlagplatzu, który słynął z okrucieństwa i bezwzględności. Zob. też Kronika getta, s. 459–460, 563–564.