RRRR-MM-DD
Usuń formularz

Kolekcja Hersza Wassera

strona 64 z 409

Osobypokaż wszystkie

Miejscapokaż wszystkie

Pojęciapokaż wszystkie

Przypisypokaż wszystkie

Szukaj
Słownik
Szukaj w tym dokumencie

Transkrypt, strona 64


Rozdział 1. Dziennik Hersza Wassera [1] 41

mieszkania, bez wysiłku i męki. A jeśli, broń cię Boże, jesteś po lekarskich badaniach i jeszcze do tego jesteś, słuchajcie niebiosa, przyjęty jako „zdolny” kosztuje ta procedura 500 zł i otrzymujesz zaświadczenie nietykalnego. Oto jest ta smutna prawda o bolesnym problemie obozu pracy. Warto też powiedzieć o siedmiu stopniach piekła, które zwykły śmiertelnik powinien przejść zanim będzie godny zostać sponiewieranym w obozie pracy. 1) badania lekarskie na komisji lekarskiej na Prostej 12. Mogłoby się wydawać, że to głupstwo, ale głupia byłaby taka myśl, bo od czego jest skorumpowana żydowska banda policyjna i ta przeżarta do głębi społeczna, biurokratyczna gminna machina. Kolejki przed wejściem do tej wspaniałej budowli kupieckiego gimnazjum ciągną się bez końca. Jedna kolejka dla „wierzących”, którzy się stawili punktualnie tego samego dnia zgodnie z rozplakatowanym zarządzeniem, druga kolejka dla spóźnionych i pracowników różnych instytucji. Naiwny, prostolinijny obywatel ustawia się pokornie po prawej lub lewej stronie (przychodzi się o 5–6 rano, czasem dla siebie, a czasem dla zarobku, aby komuś za wynagrodzeniem odstąpić miejsce) szybko jednak okazuje się, że „w naszym żydowskim światku” nie obowiązuje fair play. Prawdziwi „stacze” [s] męczą się [49] godzinami – inkasują od czasu do czasu przekleństwo, krzyk i bardzo często uderzenie koszerną, żydowsko-niemiecką pałką gumową. I oto zbliża się nasz człowiek, o czasie lub spóźniony, o godzinie 8 rano czy o 12. W doskonałym nastroju, pomrukuje sobie melodyjkę, wskazuje kolejkę za dwa albo pięć złotych i zostaje bardzo grzecznie, powiedziałbym z szacunkiem, wpuszczony do budynku. Takiego cudu nie dokona w tym miejscu nawet największy cadyk, boję się powiedzieć, że nawet wielki, potężny, promieniujący, czcigodny Czerniaków, a jeden banknot doprowadza do cudu. „Szafa gra” wszystko tłumaczy, listkiem figowym wstydliwie przykrywając prawie zalegalizowaną łapówkę. „Szafa gra” stała się w getcie najpopularniejszym hasłem, tak uznanym jak powiedzonko Rubinsztajna99 „wszyscy równi” (w „Melody Palace” wystawia się nową rewię po tym tytułem) i jest już prawie popularniejsze od [słów takich jak] prawość, moralność i tym podobne. „Szafa gra” jest wyraźnym znakiem getta. Gdybyśmy jak niewiniątka stanęli przed carskimi czynownikami – a któryś z nich by zmartwychwstał i dostałby się do żydowskiego miasteczka, dopiero wtedy zobaczyłby klasę i styl. Począwszy od najmniejszego „jeszywnika”100 poprzez stróża, sprzedawcę i po prostu nieudacznika, wszędzie i wszyscy szczypią, rwą, drą – poczta na Prostej 12 zarabia dziennie do 2000 złotych.

Jesteśmy więc już w środku. Nasz człowiek nie jest oszołomiony ani zaskoczony, idzie sobie spokojnie i delikatnie schodami w górę. Nieporządek, podniecenie, [zwykli] śmiertelnicy, niech Bóg nas chroni, nie znając zasad bon tonu, pchają