RRRR-MM-DD
Usuń formularz

Wrzesień 1939. Listy kaliskie. Listy...

strona 119 z 424

Osobypokaż wszystkie

Miejscapokaż wszystkie

Pojęciapokaż wszystkie

Przypisypokaż wszystkie

Szukaj
Słownik
Szukaj w tym dokumencie

Transkrypt, strona 119


Kampania wrześniowa poza Warszawą [18] 109

P o 09.1939, b.m. N.N., Relacja studenta z września 1939 r.

[1 recto] Kiedy ojciec mój, w dniu moich urodzin, na pierwszej karcie wspaniale opracowanego dzieła pt. „Wielka wojna”263skreślił następujące słowa: „Trzeba tę księgę szybko przestudiować, gdyż nie wiadomo, czy w niedalekiej przyszłości nie wybuchnie druga, jeszcze większa wojna” – podzielałem jego zdanie; byłem również pewien, że kataklizm ten jest nieunikniony. Liczyłem, że nadejdzie szybko. Nie przypuszczałem tylko, że dzielą nas od niego zaledwie tygodnie.

Wojna wisiała w powietrzu rozżarzonym gorącymi płomieniami sierpniowego słońca. Starsi byli przygnębieni, młodzi – niespokojni, ale ich niepokój nie był pozbawiony ciekawości. Dla tych ostatnich „wojna” – jako abstrakcyjne dotychczas pojęcie – była stopem licznych powieści, atrakcyjnych filmów, opowieści ich uczestników, owocem rozpalonej wyobraźni oraz niejasnego przeczucia. Pod tym względem często porównywałem znajomość ich odnośnie [do] tego pojęcia do znajomości… komunizmu. Brzmi to jak paradoks; zawiera jednak w sobie także dużo prawdy. Obydwa pojęcia koncentrowały się w poczuciu wielkiej zagadki, czy są groźne, wspaniałe, jakie właściwie są, dużo się o nich słyszało, mało znało się z bezpośredniego przeżycia. Niewielu zdawało sobie jasno sprawę, że zarówno poznanie burzy wojennej, jak [i] wielkiego eksperymentu będzie udziałem znacznego odłamu naszej młodzieży264.

Gdy w nocy 31 sierpnia 1939 roku znalazłem się na dworcu głównym w Warszawie, zamiast jaskrawych sygnałów świetlnych zauważyłem zasnute sinymi papierami latarnie, zamiast automatycznie spełniających swoją rolę kolejarzy wojskową żandarmerię, zamiast ludzi pracy – wojskowych z dyndającymi na szyi blankami śmierci265. Było to tajemnicze i złowrogie. Dla wnikliwego oka [1 verso], ślizgającego się po twarzach tych ludzi, było jasnym, że górującym uczuciem, które wypełniało ich dusze, była dziwna zaduma, cechująca zwykle tych, co stoją w obliczu wielkich przeżyć.

Miałem jeszcze 10 minut do pociągu podmiejskiego i rozglądałem się ciekawie;

również mnie udzielił się nastrój pełen napięcia.

Nagle ktoś trzasnął obcasami, zasalutował i pozdrowił mnie uprzejmie. Obejrzałem się, przede mną stał żołnierz Żyd – jeden z milionów umundurowanych, które miały położyć głowę w imię „wyższych ideałów”.