RRRR-MM-DD
Usuń formularz

Wrzesień 1939. Listy kaliskie. Listy...

strona 169 z 424

Osobypokaż wszystkie

Miejscapokaż wszystkie

Pojęciapokaż wszystkie

Przypisypokaż wszystkie

Szukaj
Słownik
Szukaj w tym dokumencie

Transkrypt, strona 169


Obozy jenieckie [30] 159

więcej niż śmiesznej. Wobec braku żywności w namiotach żydowskich pojawiły się na sprzedaż bochenki chleba i tytoń. Chleb był w cenie 8 mk za kilo. Pochodził on z kradzieży popełnionych przez komendanta, który dokonywał codziennie nadużyć, zapisując na żydowskie namioty więcej, niż wydawał. Ponieważ proceder ten powodował ustawiczne skargi i zażalenia, Niemcy urządzali prawie dzień w dzień zbiórki celem przeliczenia Żydów. Te kontrole były, zdaje się, gorszym nieszczęściem niż malwersacje komendanta: przeprowadzano je zazwyczaj o 5-ej rano, a że większość z nas nie miała butów, była narażona w najlepszym razie na ostre przeziębienie. Pewnego razu miałem w swojej kompanii kilku ciężej chorych, poruszyłem więc wszystkie sprężyny, byleby ich zwolnić z obowiązku stawienia się na zbiórkę – co mi się w końcu udało. Ale w dniu kontroli nadzorującemu Niemcami strzeliło coś do głowy, zaczął się awanturować i krzyczeć, że wszystkich nie ma, aż w końcu wysłał żołnierzy, którzy kijami i bagnetami zapędzili biedaków [9] i na wpół ubranych na plac, pokryty szronem.

W kuchniach nie było żadnego porządku. Kucharze Polacy mogli nie tylko bezkarnie przydzielać żydowskim kompaniom kotły z najgorszym jedzeniem, ale jeszcze wydawać z nich tylko samą wodnistą zupkę z wierzchu, zostawiając najgęstsze od spodu dla swoich. Niemieckie władze obozowe usiłowały wprawdzie przeciwdziałać temu, ale bezskutecznie. Kiedyś postanowiły nawet same przydzielać kotły tak, że gotujący nie wiedzieli, które dostaną się polskim, a które żydowskim kompaniom – nie na długo jednak to pomogło; kucharze szybko zorientowali się w sytuacji i innymi drogami osiągali swoje. Wydawali np. niepełne porcje, a resztę sprzedawali lub dzielili między swoich. Tłuszcz kradli stale, zbierali go, wyłapywali po prostu z wierzchu, dokąd celem zapobieżenia nadużyciom codziennie wrzucali go własnoręcznie żołnierze niemieccy. Prócz tego sami Żydzi uprawiali na większą skalę kradzież obiadów na niekorzyść kolegów. Stawali po prostu kilkakrotnie w ogonku i, jeśli im się udawało, kilkakrotnie odbierali po porcji, w rezultacie czego nie było przypadku, by parę osób nie pozostało bez zupy. Żadne perswazje, żadne tłumaczenia, żadne wykazywania niewłaściwości takiego postępowania nie odnosiły skutku, dzięki usilnym staraniom uzyskano u polskiego kucharza kilka nadliczbowych porcji.

Do tego wszystkiego dochodziły jeszcze malwersacje, popełniane przez żydowskich komendantów, a polegające na okradaniu jeńców z części przydziałów, jak kiełbasy, marmolady, a nawet chleba, i wyznaczania sobie większych porcji. Na wszelkie zarzuty i żale mieli jedno niezmienne tłumaczenie: „Więcej nie przydzielono”. Na tym tle miał miejsce bardzo charakterystyczny incydent: jeden z drużynowych przeciwstawił się dość ostro takiemu postępowaniu – wobec czego komendant Żyd uznał go za buntownika i oddał w ręce Niemców. W rezultacie schwytano go, przywiązano do słupa i pobito do nieprzytomności. Po egzekucji nieszczęśliwego [10] pozostawiono przywiązanego tak do słupa przez jeszcze 4 godziny. Biedak

– po uwolnieniu – zaniemógł do tego stopnia, że przez następny dzień w ogóle mówić nie mógł.