RRRR-MM-DD
Usuń formularz

Wrzesień 1939. Listy kaliskie. Listy...

strona 318 z 424

Osobypokaż wszystkie

Miejscapokaż wszystkie

Pojęciapokaż wszystkie

Przypisypokaż wszystkie

Szukaj
Słownik
Szukaj w tym dokumencie

Transkrypt, strona 318


308 Wstęp

skierowano do szpitala27. Matka Chany Borenstejn, autorki listu z Łącznej koło Suchedniowa, miała złamane żebro po wypadnięciu z samochodu w czasie transportu do Działdowa28. Przesiedleńcy potrzebowali pilnie pomocy medycznej.

W wielu wypadkach przesiedleńcy znaleźli się w miasteczkach, gdzie liczebność ich grupy znacznie przewyższała liczebność społeczności miejscowych Żydów (Białaczów, Bodzentyn, Suchedniów). Umieszczano ich w pierwszym momencie w szkołach, bóżnicach i bet ha-midraszach. W Bodzentynie, gdzie znalazło się

1500 płocczan na 900 miejscowych Żydów, nie udało się początkowo zakwaterować 250 osób – koczowali oni pod gołym niebem29. Później najczęściej rozlokowywano przybyszów w prywatnych mieszkaniach żydowskich30. W Częstochowie płocczan skierowano do istniejących już schronisk dla bezdomnych, zwanych azylami, których liczbę trzeba było z tego powodu zwiększyć31. Ciężar zakwaterowania przesiedleńców spadł zatem na całą miejscową ludność żydowską.

W listach płocczan pojawia się poczucie szoku kulturowego. Pochodzili oni ze stosunkowo dużego i zamożnego miasta, teraz zaś mieli mieszkać w małych miasteczkach i wsiach. Jakub Józef Bursztyn pisał:

Wieś albo miasteczko o nazwie Drzewica. Wszystkie nasze wyobrażenia nie mogły tak daleko sięgać. Nasze Końskie jest w porównaniu z Drzewicą – Warszawą. Samo błoto, bardzo biednie i prymitywnie. U bogatszych Żydów rzadkością jest spotkać widelec. Widelec jest tutaj luksusem. W Płocku największy biedak miał lepiej urządzone gospodarstwo niż tutaj najbogatsi. A o warunkach higienicznych nie ma co tutaj pisać32.

Przesiedleńcy stali się głównymi klientami kuchni ludowych, czasem specjalnie dla nich zorganizowanych przez rady żydowskie lub miejscowe komitety samopomocy33. Nie mogły one jednak długo pozostać czynne, bo miejscowych nie było na nie stać. Najdłużej (dwa lub trzy miesiące) funkcjonowały kuchnie, które przejęły dary PCK przydzielone przesiedleńcom w Działdowie. Na przykład z transportem przybyłym 6 marca do Końskich (1042 osoby) przywieziono 850 kg chleba,

780 kg kaszy, 500 kg mąki, 10 ton kartofli34. Gdy dostarczone produkty wyczerpywały się, kuchnię zamykano. Zakup produktów żywnościowych dla tak wielkiej liczby ludzi często był niemożliwy nie tyle z braku pieniędzy, ile w ogóle z braku podaży żywności w okolicy. Po przybyciu płocczan ceny artykułów żywnościowych