RRRR-MM-DD
Usuń formularz

Wrzesień 1939. Listy kaliskie. Listy...

strona 54 z 424

Osobypokaż wszystkie

Miejscapokaż wszystkie

Pojęciapokaż wszystkie

Przypisypokaż wszystkie

Szukaj
Słownik
Szukaj w tym dokumencie

Transkrypt, strona 54


44 Obrona Warszawy w 1939 r. [7]

pomocy. I rzeczywiście przychodzę mu z pomocą. Krótkim strzałem w skroń kończę jego cierpienie. Koń upada, a moje ciało przechodzi dreszcz. W mojej głowie rozległ się czyjś głos: „Zabiłeś”…

Niczym gospodarz ponownie udaję się na spacer po schronie. Nic się tu nie zmieniło. W dalszym ciągu żyje się tu w brudzie i wilgoci, bez poczucia upływającego czasu. Nie wiem, jak to się stało, ale w piwnicy wszyscy już wiedzieli, że od dziś to ja decyduję o kotle, o ich losie. Wszyscy próbują mi się przypodobać. Właśnie kokietuje mnie młodziutka dziewczyna z Poznania. Ma na imię Janka i jest całkiem pociągająca, tylko obawia się mi napraszać, bo jest pod „ochroną” przyjaciela rodziców, urzędnika kolejowego, z którym uciekła. [3] Jest teraz pod jego kuratelą. Ziuta ciągle oddala się od swoich rodziców, siostry i dziecka. Szuka jedzenia, przede wszystkim dla siebie… Za wszelką cenę… Pewną małą i bardzo grubą poznaniankę, która twardo wymawia „r”, otacza troje małych dzieci. Czwarte z nich kobieta trzyma przy dumnej i nabrzmiałej piersi. Dzieci stale hałasują, chcą jeść i ich matka odchodzi już od zmysłów.

Osobny rozdział stanowią sąsiedzi, mieszkańcy okolicznych domów z tej ulicy. Przychodzą tutaj o poranku wypoczęci, umyci, nażarci i szukają schronienia przed bombami nieprzyjaciela. Wyglądają zupełnie inaczej niż stali mieszkańcy schronu, za to jęczą bardziej niż bezdomni, żeby ich tylko broń Boże o to nie posądzić, że mają co jeść… Gdy się coś rozdaje, stają razem z innymi, ale gdy jest cicho, wymykają się niepostrzeżenie z tego więzienia, w domu napychają sobie żołądki, odświeżają się i wracają znów z nieszczęśliwą miną.

Kieruję swoją uwagę na młodą, wysoką 18-letnią dziewczynę z dużym mięsistym nosem i szerokim, tłustym tyłkiem. Kręci się po całej piwnicy razem ze swoją matką, o równie pokaźnych kształtach. Uśmiecha się do mnie, próbuje być dowcipna, proponuje mi, żebym obok niej usiadł. Jej a[…]a zdrowe, młode i a[…]a ciało burzy we mnie krew. Próbuję z nią trochę porozmawiać aa[…]aa. [Czując moją rękę?] na swoim tłustym ciele, podskakuje jak kotka, szybko ją strąca i mówi: d„Panie szefie”65, trochę przyzwoiciej…”. „Nie jesteś jeszcze tak wygłodzona jak Ziuta, Janka czy inne – myślę sobie

– a więc pozwalasz sobie na dumę i wymagasz od wygłodniałego żołnierza przyzwoitości…”

Również moja gwardia wkrótce zmieniła do mnie stosunek. Nastawienie do mnie stało się przyjazne, bo ja sam już się zadomowiłem. Lomberg66, który był odpowiedzialny za aprowizację w kuchni, zrozumiawszy, że teraz będzie ode mnie zależny, szybko został ze mną za e„pan brat”67i przyniósł mi prezent: nowiuteńkiego czarnego brauninga z kaburą. „To dla ciebie – mówi – szef nie może chodzić bez rewolweru”.