RRRR-MM-DD
Usuń formularz

Wrzesień 1939. Listy kaliskie. Listy...

strona 60 z 424

Osobypokaż wszystkie

Miejscapokaż wszystkie

Pojęciapokaż wszystkie

Przypisypokaż wszystkie

Szukaj
Słownik
Szukaj w tym dokumencie

Transkrypt, strona 60


50 Obrona Warszawy w 1939 r. [7]

Moje rozmyślania przerywa warkot samolotów wroga. Ponownie trzeba zejść do schronu, o wszystkim zapomnieć i słuchać modlących się na kolanach ludzi oraz przerażających detonacji.

[5] Wieczorem, gdy jest już cicho, dowiaduję się, że bomba wpadła do Instytutu Teletechnicznego83i kapitan był zmuszony przenieść się wraz z dwoma plutonami bliżej linii frontu, gdzie wróg nie zrzuca bomb.

Odzyskujemy humor, gdy Jasiek zjawia się z workiem na plecach. Znów przyniósł co nieco do kwatery i dzięki temu również dziś mamy smaczną kolację, po której idziemy się trochę rozerwać do schronu.

Wracając na górę, by położyć się spać, napotykam w kwaterze nowego gościa, starszego, na wpół sparaliżowanego sąsiada, niejakiego Raczyńskiego84. Raczyński boi się spać u siebie w mieszkaniu na trzecim piętrze. Siedzi na kanapie, trzęsie się, mówi do siebie i przebąkuje o swoich dwóch synach oficerach, którzy są na froncie.

Kładziemy się spać. Od czasu do czasu słychać wystrzały artylerii wroga. Granaty wybuchają niedaleko od nas i nie pozwalają zasnąć. Pan Raczyński nieustannie modli się o życie swoich synów. Blask świecy połączony z siwizną jego brody tworzą razem niezwykłą atmosferę.

Działa już ucichły, pan Raczyński jednak wciąż nie śpi i nie daje spać innym, tylko modli się, płacze, jęczy, tęskni…

26. U kapitana na nowej kwaterze

Czwartek, 21 września

Wczesnym rankiem przybywają do nas nowi goście. Batalion z 21 pułku85wycofał się w panice z przedniej linii frontu i teraz znajduje się obok naszej kwatery. Część żołnierzy rozmieściła się na dziedzińcu kwatery, część po drugiej stronie ulicy, wszyscy rozproszeni, bezdomni i zdezorientowani. Teraz kopią doły, by się schronić przed bombami lotniczymi nieprzyjaciela.

Dzień upływa spokojnie. Kręcę się między swoimi „poddanymi” w kuchni, ucinam sobie pogawędkę raz z jednym, raz z drugim i idę do mieszkania, gdzie