RRRR-MM-DD
Usuń formularz

Tereny wcielone do Rzeszy: Kraj Warty

strona 218 z 308

Osobypokaż wszystkie

Miejscapokaż wszystkie

Pojęciapokaż wszystkie

Przypisypokaż wszystkie

Szukaj
Słownik
Szukaj w tym dokumencie

Transkrypt, strona 218


Rejencja Łódź (Regierungsbezirk Litzmannstadt) [44] 193

ogólna atmosfera, zwłaszcza z powodu krzyków dzieci, płaczących dniami i nocami i lamentujących, że chcą wyjść. [4] Hala nie była ogrzewana, a zaczęła się już zima z głębokim śniegiem. Bili ludzi za byle co.

W obozie trzymano nas dłuższy czas, aż niespodziewanie jednego dnia zebrano grupę ludzi i wyprowadzono na stację kolejową, aby stamtąd wywieźć ich powozami w okolice Lublina.

Jako że nasza ukochana córka, która pozyskała sobie przychylność zarządcy składu drewna, pozostawała nadal na wolności, starała się wykorzystywać protekcję chrześcijan, aby kontaktować się z nami. Powtarzała nam ciągle, że powinniśmy uciec z obozu. My jednak bardzo się baliśmy, że jeśli nas złapią, zostaniemy srogo ukarani, a nawet rozstrzelani. Pewnego razu córka zaproponowała, że przyjdzie po nas pewien umówiony volksdeutsch wraz z mundurowym i zabiorą nas niby to na przesłuchanie, a my uciekniemy w drodze na nie. Okazało się jednak, że ten volksdeutsch był wielkim oszustem. Tymczasem nadal byliśmy trzymani w obozie, bezustannie wysyłano transporty z ludźmi i każdego dnia mogła przyjść kolej na nas. Nie mając innego wyboru zadecydowaliśmy wykraść się z obozu przez drut kolczasty. Już wcześniej przekazałam córce wszystko, co miałam przy sobie. Wieczorem córka przyszła pod ogrodzenie z kilkoma jeszcze ludźmi. My również przyszliśmy z kilkoma współtowarzyszami niedoli, którzy otoczyli nas i w ten sposób ochronili przed wzrokiem strażników. Podaliśmy na drugą stronę koce i poduszki, a sami położyliśmy się [5] na ziemi i przeczołgaliśmy pod drutem. Znalazłszy się poza obozem wsiedliśmy do podstawionej dorożki i pojechaliśmy do mieszkania córki. Tam wykąpaliśmy się, przenocowaliśmy i następnego ranka goje kupili dla nas bilety na pociąg do Warszawy, gdzie znajdujemy się do dnia dzisiejszego. Nasza córka z mężem również tu przyjechała, nie chcąc zdawać się jedynie na zapewnienia wspomnianego zarządcy, że załatwi jej dobrą przepustkę na pobyt w Kaliszu.

W Kaliszu pozostała jednak moja matka, ponad siedemdziesięcioletnia staruszka. Widząc, że sytuacja jest coraz gorsza, chciałam trochę ułatwić życie jej, jak również i sobie, gdyby miało dojść do ewentualnej ucieczki. Postanowiłam wysłać matkę do Łodzi, gdzie było wtedy bezpiecznej niż w Kaliszu. Dałam jej jedzenie na drogę i pieniądze. Jak tylko urządziliśmy się w Warszawie i gdy usłyszeliśmy, co się dzieje w Łodzi, postanowiłam sprowadzić ją do nas. Nie chcąc podróżować z pieniędzmi, oddała je komuś w Łodzi i otrzymała przekaz na odbiór pieniędzy w Warszawie. Wydano jej asygnatę na 50 marek, ale jak na złość zapomniała, gdzie ją włożyła. W międzyczasie wprowadzono niemiecką walutę jako obowiązującą, a staruszka asygnaty nie wymieniła. Jakiś czas później zarządzono rewizje, plądrowano wszystkie żydowskie mieszkania w Warszawie. Przyszła i kolej na nas. Podczas przeszukania [6] znaleziono (u mojej matki) asygnatę na 50 marek.