RRRR-MM-DD
Usuń formularz

Tereny wcielone do Rzeszy: Kraj Warty

strona 244 z 308

Osobypokaż wszystkie

Miejscapokaż wszystkie

Pojęciapokaż wszystkie

Przypisypokaż wszystkie

Szukaj
Słownik
Szukaj w tym dokumencie

Transkrypt, strona 244


Rejencja Łódź (Regierungsbezirk Litzmannstadt) [50] 219

ale mimo to było spokojnie, bez samolotów i scen, jakie zwykle w takich razach miały miejsce. Byłam bardzo zdziwiona, ale to był dopiero początek. Gdy bowiem tramwajem miejskim zajechaliśmy do zbiegu Gdańskiej i Zawadzkiej, nie wierzyłam własnym oczom. Ulice miały swój zwykły codzienny wygląd; ani śladu bombardowania, w ogóle wojny; sklepy otwarte, ludzie zupełnie nieświadomi tego, co się dzieje w takim Lutomiersku, Zd[uńskiej] Woli, Wieluniu, w ogóle na drogach polskich. Coś się we mnie załamało i straciłam panowanie nad sobą. Ostatnim bodźcem były te zdumione i współczujące spojrzenia, jakie za nami biegły, denerwujące kiwanie głowami i natarczywe pytania: a skąd? a jak? a co? Wybuchnęłam na samym środku ulicy głośnym płaczem i tak doszłam, ostentacyjnie trzymając worek na plecach, z jakąś głupią satysfakcją, aż do mieszkania ciotki. Na schodach przywitała mnie służąca trzepiąca dywany. Depcząc po nich demonstracyjnie, wpadłam do ostatniego pokoju, położyłam się na kanapie i zaczęłam na nowo płakać. Ulżyło mi porządnie. Jednak przez cały dzień nie mogłam się uspokoić; burzyło się we mnie, gdy sobie przypominałam ten jaskrawy kontrast między życiem w Łodzi a naszymi przeżyciami. Ale ten niewiedzący błogostan i mój gniew zarazem, nie trwały długo. Już następnego dnia miasto zmienione było nie do poznania, bowiem wtorkowa noc wycisnęła na nim piętno wojny. Przybyliśmy do Łodzi we wtorek w południe i spokój mieliśmy zaledwie tylko przez ten jeden dzień. O nocy tej zachowałam tylko mgliste i niepewne wspomnienie, gdyż przespałam ją prawie całą. Podczas tej pamiętnej, burzliwej nocy z wtorku na środę, gdy tysiące mężczyzn porzuciło swoje domy i rodziny, by w panicznej ucieczce biec za wojskiem, ja sobie najspokojniej w świecie spałam. Jeden raz tylko przebudziłam się, było to nad ranem. aa[…]aa [10] ojciec, matka, wujostwo i kilku innych członków naszej rodziny. O czymś rozmawiali i zastanawiali się nad czymś. Nim jeszcze zrozumiałam sens słów, uderzyła mnie obecność matki, która nocowała przecież nie tutaj, lecz u swojej siostry; za oknami zaś ledwie szarzało, skąd się więc tu wzięła? Okazało się później, że matka przybiegła do nas zobaczyć, czy ojciec już też poszedł. Zastała jednak uśpiony dom i dopiero narobiła alarmu, który jednak mnie nie zbudził. Zastawszy ojca, była prawdziwie przerażona. My tu śpimy w jak najlepsze i nie wiemy, co się na ulicach dzieje. Szwagier jej poszedł, niech się więc ojciec jak najprędzej zbiera. O tym wszystkim dowiedziałam się później. W chwili, gdy się obudziłam, toczyła się właśnie narada. Ojciec bowiem, zazwyczaj tak prędki, teraz jakoś zwlekał, także wujkowi nie spieszyło się. Ciotka zaś usiłowała ich też powstrzymać. Dobiegały mnie ułamki słów, z których zrozumiałam tylko jedno: „uciekać”. Zaczęłam zadawać mamie pytania, ale w końcu nic nie zrozumiałam. Nie chciało mi się, i dziś jeszcze nie chce zmieścić w głowie, przed kim i dlaczego trzeba znowu uciekać. Przecież nie bombardują… Ale przy jednym uparcie obstawałam: oby tylko ojciec nie poszedł i nie zostawił nas! Wszyscy zeszli na ulicę zasięgnąć języka i zobaczyć, co się dzieje. Wrócili zdecydowani pozostać. Uspokojona zasnęłam znowu. Nazajutrz zamęczałam znowu wszystkich pytaniami, ale