246 Rejencja Łódź (Regierungsbezirk Litzmannstadt) [50]
otwartym oknie dyrygował tym wszystkim oficer aa[…]aa na podwórko, starali się biec jak najszybciej, aby ujść razom. [43] Ojcu jednak wiodło się nieszczególnie, gdyż nadal mimo usiłowań, nie mógł sobie poradzić z robotą. Pracowali do 5-tej. Wypuszczono ich przez bramę, przy czym przy wyjściu kto był dość zwinny uciekał, w przeciwnym razie dostawał kopniaka i w łeb na pożegnanie od stojących przy wyjściu żołnierzy.
W pierwszej połowie października 1940 r. ogłoszono rozporządzenie o tworzeniu się dzielnicy żydowskiej w Warszawie576. Kilka dni trwała niepewność co do Złotej, na której mieszkaliśmy, w końcu jednak okazało się, że trzeba się wyprowadzić. Znowu więc ulice zapełniły [się] wozami i wózkami, wożącymi rzeczy. Trwało tak dwa tygodnie: ulice przedstawiały charakterystyczny widok, z którym już podczas wojny dobrze się zapoznałam. Kilkakrotnie zmieniano granice getta i to powiększało jeszcze i zdenerwowanie. Pamiętam doskonale ten zwariowany wieczór świąteczny, podczas którego ciotka moja wyprowadzała się z Żelaznej, gdyż chrześcijanka, z którą zamieniła mieszkania po prostu ją wyrzucała. Nie omieszkała oczywiście swojego mieszkania porządnie zdemolować. Ale w kilka dni później, w związku z naszym planem, musiała się znowu z niego na łeb i szyję wynosić wśród szykan i złorzeczeń poprzedniej właścicielki. Na naszym podwórku chrześcijanie też mieli niemałą satysfakcję. Przeprowadziliśmy się w ostatnich dniach na Krochmalną, przy rogu Żelaznej. Toteż gdy 15 listopada zupełnie niespodziewanie zamknięto getto577, aa[…]aa [44] w pobliżu najniebezpieczniejszego punktu. Przy przejściu przez Chłodną rozgrywały się bowiem dzikie sceny. Przeraźliwe krzyki laufen!578 słychać było nawet u nas. Każdy tłoczył się i pchał, byle przebyć ten niebezpieczny punkt, gdyż żandarmi popędzali kolbami, wykonywali z Żydami ćwiczenia i przysiady, czego sama byłam świadkiem. Przejście przez Chłodną połączone było z prawdziwą przeprawą; ojciec nie mógł wychodzić. Po kilku więc tygodniach przeprowadziliśmy się więc znowu na ulicę Nalewki.
Ciągle jeszcze nie mogłam się przyzwyczaić, że coś takiego jest możliwe w XX w. Te wysokie, czerwone mury z bramami – przecież to istne średniowiecze. Dziś już jednak rozumiem, że „wiek XX” to pusty frazes. Po utworzeniu się getta życie zasadniczo się zmieniło. Nędza na ulicy i demoralizacja zarówno wśród Żydów, jak i Polaków wzrastały. Ofiarą tej demoralizacji byliśmy my sami, a właściwie ojciec. W tydzień zaledwie po przeprowadzeniu się do nowego mieszkania zjawili się u nas tajni agenci, Polacy. Ojca nie było, poszłam więc po niego i sama wprowadziłam go w paszczę lwa. Agenci zachowywali się po grubiańsku. Zaraz okazało się, że przysłał ich do nas pewien Żyd, który nam zabrał pieniądze; ojciec jednak, od czasu gdy zaczęło nam się powodzić gorzej, zaczął upominać się o te