6 Rejencja Inowrocław (Regierungsbezirk Hohensalza) [1]
wieczorem 16 września, weszliśmy pieszo do wsi, która znajduje się 3 km od naszego miasta. Do 6 wieczór brakowało jeszcze kilka minut. Chcieliśmy iść do domu, ale mogliśmy się przecież jeszcze wciąż schronić; mimo wszystko, jeszcze jednak wciąż wierzyliśmy, że są tu ci sami przyjaciele, co przed wojną. Na nasz widok wyszedł goj, obywatel amerykański, który będąc tu przed wojną nie mógł zrozumieć stosunku miejscowych Polaków do Żydów, ponieważ jako mieszkaniec Ameryki był przyzwyczajony do innych form współżycia. Przywołał on nas i powiedział: „nie ryzykujcie, to są pierwsze dni, nie jesteście w stanie zrozumieć, jakie zmiany zaszły w umysłach miejscowych ludzi w ciągu tych kilku dni. Wasz wczorajszy, najlepszy przyjaciel – jest dziś waszym wrogiem. Wejdźcie wszyscy do mnie, dam wszystkim kolację jeszcze lepszą niż w domu i wszyscy otrzymacie posłanie”. My, młodsza część [grupy], chcieliśmy biec do domu, bo co to jest 3 km, ale część starszych wytłumaczyła nam, że goj przyszedł do nas jako posłaniec boski, by nas uchronić od każdego zła i powinniśmy słuchać jego rady. Posłuchaliśmy go i [postanowiliśmy] postąpić tak jak większość, a nazajutrz o 5 rano, kiedy już można było iść, pobiegliśmy do domu. W domu wszystkie żydowskie mieszkania były nieuporządkowane i wszystkie twarze były smutne. Jak przeszło tych parę dni do mego powrotu, już mniej więcej przekazałem. Drugiego dnia po moim powrocie, [2] stojąc na placu targowym, zobaczyłem nagle, jak prowadzą starego chrześcijanina z rękami do góry, a za nim jadą samochody z przedstawicielami władz miejskich. Zatrzymują się przy hali miejskiej, a burmistrz odczytuje wyrok śmierci sądu polowego dla chłopa w obecności dużej ilości ludzi, głównie Żydów, którzy w większości mieszkają na rynku. Chłop został zastrzelony, zgodnie z wyrokiem, przy halach targowych. Natychmiast wyszukano dwóch chasydzkich chłopców z pejsami, którzy znaleźli się wśród ciekawskich i oni też musieli chrześcijanina wywieźć na chrześcijański cmentarz, a tam Żydzi musieli go pogrzebać, a 2 innych musiało oczyścić krew z muru.
W miasteczku rozeszła się wieść, że wszyscy przywódcy, których aresztowała i wysłała polska władza, wracają z powrotem do domu. Żydzi bardzo się ucieszyli, bo wierzyliśmy, że wracają nasi starzy, dobrzy przyjaciele, z którymi tak wiele lat żyliśmy i pracowaliśmy razem i, że oni nam pomogą w różnych nieszczęściach i przeszkodach, które by się zdarzyły, że będą też mieli wpływ na pozostałą część zirytowanych, wytłumaczą im i nie pozwolą swą rozpaczą obarczać nas, bo nie my tu jesteśmy winni. Ale byliśmy w błędzie gdyż stało się inaczej. U tamtych wszystko było przeprowadzane chaotycznie, niezorganizowanie, a ci zaczęli wszystko robić systematycznie. Po pierwsze aresztowano kilku Żydów i chrześcijan. Miejscowi początkowo myśleli, że trzeba wszystkich traktować równo. Po odsiedzeniu przez nich dwóch dni oświadczono im, że ponieważ ukradziono obrazy znanego malarza, to oni muszą zapłacić pewną sumę pieniędzy i wtedy zostaną uwolnieni. Jasne, że sumę tę szybko zebrano wśród Żydów i chrześcijan [3] i radość była bardzo duża, kiedy usłyszano, że chodzi tylko o pieniądze