RRRR-MM-DD
Usuń formularz

Tereny wcielone do Rzeszy: Kraj Warty

strona 40 z 308

Osobypokaż wszystkie

Miejscapokaż wszystkie

Pojęciapokaż wszystkie

Przypisypokaż wszystkie

Szukaj
Słownik
Szukaj w tym dokumencie

Transkrypt, strona 40


Rejencja Inowrocław (Regierungsbezirk Hohensalza) [3] 15

– Do dwóch odlicz – rozkazał nam.

– Co drugi zostanie rozstrzelany – oświadczył, gdy rozkaz wykonano.

Wybranych ustawiono w rzędzie pod murem, z twarzą do ściany. Za sobą słyszeli szczęk karabinów i głosy komendy:

– Ładuj broń!
– Repetuj broń!
– Cel, liczę do trzech!
– Raz, dwa!… hej, ty Żydzie, tam z prawej strony, stój prosto!
– Raz, dwa, trzy! Ognia!

Salwa zabrzmiała. Mierzono ponad głowy delikwentów.

– Hej, wy przeklęci Żydzi! Dlaczego stoicie pod ścianą? Kto wam pozwolił wyjść z szeregu? W tej chwili na miejsca! Zapędzić z powrotem tych ludzi! – zwrócił się do swych podwładnych, gdyż nieszczęśnicy byli już zbyt nieprzytomni, by zrozumieć sens rozkazu.

Potem wprowadzono nas do gmachu gimnazjum. Przed wkroczeniem Niemców kwaterowało tu wojsko polskie, poza tym bliskie wybuchy bomb spowodowały osypanie się tynku z sufitu i ścian – nic więc dziwnego, że wszystkie podłogi były pokryte grubą warstwą śmieci i gruzu. Te podłogi kazano nam wyczyścić na glanc, nie dając szczotek ani ścierek. »Możecie czyścić marynarkami« – powiedziano nam. Czyściliśmy marynarkami. Ci, co mieli tałesy, czyścili tałesami. W pokoju, który sprzątnąłem wraz z dwoma towarzyszami, pilnował nas szturmowiec. Wówczas dopiero przekonałem się, że SA-mann i Adelmann25 – to nie zawsze są pojęcia wykluczające. Żołnierz ten nie tylko ostrzegał nas, gdy zbliżał się ktoś z jego kolegów, ale pozwalał nam odpoczywać. Achtung! Jetzt arbeitet! Es kommt jemand! No, jetzt könnt ihr einen Atemzug fassen!26 – mówił nam, gdy taki wizytator znikał, rozdzieliwszy kilka przekleństw i kopnięć.

Gdy skończyliśmy, wyprowadzono nas znów przed gmach i wystąpił jakiś oficer.

»Słuchajcie – przemówił do nas – Teraz jest godzina pierwsza. Kto się za trzy minuty jeszcze znajdzie na ulicy – zostanie zastrzelony«.

Takich rzeczy nie trzeba nam było dwa razy powtarzać. Rzuciliśmy się do ucieczki tak gwałtownie, że przewróciliśmy kilku SA-owców, którzy zerwali się szybko i odwzajemnili – salwą w tłum.

Nie pamiętam już, w jaki sposób dostałem się z powrotem na Piekarską – wiem tylko, że gdy mi otworzono drzwi przedpokoju, padłem na podłogę – nieprzytomny.

Dopiero parę dni później dowiedziałem się, że wielu wracających schwytały inne grupy SA i zmusiły do zakopywania zabitych i rannych w czasie tego sławetnego pochodu. Tak – i rannych. Kazano bowiem grzebać ludzi, nie zważając, czy żyją, czy nie. Znam jednego, który oszalał przy tej robocie. Jest to niejaki Amsterdam