Dystrykt lubelski [27] 83
domagam się i nigdy się nie domagałem zapłaty za moją pracę społeczną. Zawsze uważałem każdą pracę społeczną, którą wykonuje jednostka dla dobra swoich bliskich, za rzecz świętą, rzecz, z której nie można czerpać korzyści, a kto z tego czerpie jakieś korzyści, jest zdrajcą świętości. Ale jakieś zrozumienie, co najmniej trochę zrozumienia i współczucia, które Żydzi z Białej wykazali dla uchodźców, mój sąsiad, z tego samego miasta, widząc moją mękę przy gotowaniu tej odrobiny jedzenia, powinien był dla mnie mieć. To prawda, że w mojej dotychczasowej pracy społecznej nieraz spotykałem się z takim „wynagrodzeniem” i niejeden raz już postanawiałem zostawić testament moim dzieciom, by uciekały, jak daleko się da, od wszelkiej pracy społecznej, trzymały się z daleka od niej, jak od obrzydliwej padliny. Jeśli ja sam tego nie zrobiłem, to [36] dlatego, że praca ta w moim wypadku była ze mną zrośnięta, to już było, jak to się mówi: „sam siebie zasmucam i moje to jest”, i już nie mogłem się z tą robotą rozstać. W takich sytuacjach zawsze, kiedy otrzymywałem „wynagrodzenie” za moją robotę, przechodziłem nad tym do porządku w milczeniu i z dużą cierpliwością, ale tym razem „zapłata” okazała się już zbyt duża i nie mogłem jej tak łatwo strawić.
– Koniec – powiedziałem sobie – już nie mogę zostać dłużej w Białej. – I dokładnie tak jak mój sąsiad Pinchas, natychmiast, bez żadnego rozmyślania, podjąłem decyzję, by już nazajutrz opuścić Białą. Była to noc z 30 grudnia 1939 roku, całe trzy tygodnie po tym, jak nas „z wielkim szacunkiem” zatrzymano na stacji w Białej.
Tak szybkie podjęcie decyzji w tak ważnej sprawie jak wyjazd z Białej do Warszawy, pozostawienie miejsca, gdzie litr mleka można było otrzymać za 30 groszy, kilogram chleba za 35 gr i najpiękniejszą gęś za 7 zł, i jechać do Warszawy, gdzie ceny były pięciokrotnie wyższe, było niezgodne z moją naturą, bo ja zawsze długo myślałem, długo się zastanawiałem przed podjęciem jakiejś decyzji. Poza tym trzeba wiedzieć, że to nie była sprawa tylko czysto ekonomiczna. Podróż pociągiem dla Żydów w tamtym czasie wiązała się z niebezpieczeństwem, ale ja wtedy tak sobie mówiłem: jest czymś bardzo wątpliwym i może bez sensu ta cała rzecz z długim rozmyślaniem i roztrząsaniem określonej sprawy przed podjęciem decyzji. Oto mój poprzedni sąsiad Pinchas nigdy nie roztrząsał, nigdy długo nie myślał i nie widzę, żeby źle na tym wyszedł. Takie myślenie mogło być może mieć szczególnie znaczenie w domu, gdy siedziało się przy [37] pracy w biurze, ale nie teraz na wygnaniu, kiedy jesteś przeganiany z miejsce na miejsce, bez twojej wiedzy, bez twojej woli; jesteś pyłkiem, pyłkiem pędzonym i przeganianym przez każdy, najlżejszy wiaterek. Czy ten pyłek może stawiać opór wiatrowi i nie pozwolić mu się porwać? Wcześniej został popędzony do Białej, a teraz do Warszawy. W ten sposób, mimo woli, również moje usposobienie uległo zmianie. A jeśli tak, jeśli wszystko, co dzieje się dookoła mnie jest po to, by mnie irytować, począwszy od wojny, która wybuchła, wygnania z domu i wszystkich innych, większych i mniejszych, nieszczęść i plag, wszystko dzieje się, by mnie irytować, to dlaczego ja sam sobie nie mogę czegoś takiego zrobić?