Dystrykt radomski [114] 379
20 najsilniejszych wybrano do wysprzątania domu Francuzów, w którym mieszkało gestapo w czasie ich nieobecności.
Ja [byłem] jednym z tych 20. Pierwsza praca była bb[...]bb sprzątnęliśmy pokoje, umyliśmy bb[...]bb i okna, powiesiliśmy z powrotem bb[...]bb leżały na podłodze, część pocięta [28] nożami. Praca nie była ciężka, ale utrudniono ją, np. dwaj ludzie musieli ciągnąć ciężką szafę, a za nimi stał Niemiec, który kopał i bił. Podszedł do mnie Niemiec [z poleceniem] umycia spluwaczki. Kiedy ją tylko umyłem, ale nie wytarłem, on mnie przewrócił i strasznie kopał, a potem kazał mi wstać i spoliczkował mnie.
Następnie sprzątnęliśmy podwórze. Godzina była już 2.
Przyszedł Żyd Haze, uchodźca z Berlina, który miał „coś” wspólnego z Niemcami. W tajemnicy powiedział nam, że ma polecenie odprowadzić pięć osób na inne miejsce, gdzie będzie lekka robota. Zaproponował mi, żebym mu coś dał, a będę jednym z tych pięciu. Poszliśmy do domu dr. Oczkowskiego, w którym wtedy mieszkało gestapo. Tam wyłożyliśmy całe podwórze cegłą. O 3 praca była skończona, ale nie zwolniono nas, bo jest przecież dzień, a my musimy pracować do 8 wieczór.
Przydzielono nam inną robotę – zasypywać doły.
Niedziela 24 września 1939 r. Wywieszono ogłoszenie, że we wtorek będą zmieniane żółte łaty na czerwone tylko tym, którzy będą mieli miarodajne świadectwo.
Poniedziałek 25 września. Do Radomska przybył żołnierz, którego później nazywaliśmy „gruby żołnierz”. Jego zachowanie przekraczało wszystkie granice. Nikogo nie zostawiał w spokoju. aa[...]aa na chodniku, a on bił go, aa[...]aa pies pozwala sobie podejść aa[...]aa razem z ludźmi. [29] Inny szedł środkiem drogi, a on bił [go] za to, że przeszkadza w ruchu. Jeśli Żyd miał brodę, on ją wyrywał, a jeśli inny nie miał brody, to wyrywał mu włosy. Przechodził stary Żyd, to bił go za to, że idzie tak wolno. Specjalnie, w brutalny sposób bił kobiety. Nazajutrz każdy z nas pracował przy ruinach. Układaliśmy cegły, jeden podawał drugiemu cegłę,
a ostatni ją układał. Nagle zjawił się „gruby żołnierz” i kazał się nam rozsunąć, żeby trudniej było złapać cegłę. Oczywiście z takiej odległości nie mogliśmy złapać cegły, a on podchodził i rzucał cegłę w brzuch, na nogi i niejednokrotnie również
w głowę.
Nazajutrz, we wtorek [26 września] poszedłem do magistratu, by wymienić żółtą łatę na czerwoną. Przy drzwiach w magistracie stał wyższy rangą Niemiec
brązowym mundurze z czerwoną swastyką na ramieniu. Potem się dowiedziałem, że był to komisarz Ruter. Stał przy drzwiach i policzkował każdego Żyda, który wchodził i wychodził.
Dookoła zielonego stołu siedzą volksdeutsche. Ja przychodzę z moim świadectwem, on rzuca nań okiem i mówi „żydowski lekarz”. Jestem pewien, że on nie zrozumiał świadectwa, bo większość tych volksdeutschów była nocnymi stróżami albo nosiwodami u Żydów. Po długich prośbach wymienił mi. Czerwone łaty były przy-